reklama
środa, 06 grudzień 2017 07:20

6.XII ANALIZA. Czy przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej  jest kwestią czasu?

Napisane przez Wolin
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W ubiegłym tygodniu w Sztabie Generalnym WP oficjalnie przekazano wojewódzkie sztaby wojskowe i komendy uzupełnień w bezpośrednie podporządkowanie Departamentu Kadr MON.  Było to pokłosie decyzji nr 177 szefa MON z 3 listopada 2017 r. wydanej – po zakończeniu  największych w tym roku ćwiczeń wojskowych „Dragon17” -  i kłopotów  z powołaniem rezerwistów.  Czy  WKU uda się uporać z  odbudową rezerw i zapewnieniem kadr armii zawodowej,  bazując jedynie na ochotnikach? Jak wykazała nasza sonda, trzy czwarte żołnierzy chce przywrócenia obowiązkowe służby wojskowej  trwającą 9 lub trzy miesiące. Nie wierzy w efektywność 16 dniowych szkoleń na potrzeby WOT. 

Rezerwa – to prawie emeryci 

W zakresie pozyskania rezerw osobowych i ich szkolenia mamy obecnie stan przedzawałowy.  - Obecnie te kwestie są w naszej armii na bardzo niskim poziomie – przyznaje gen. broni w st. spocz.  Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych i wiceminister obrony narodowej  w rozmowie z „SE”.  Niech nikogo nie zwiedzie informacja, ujawniona trzy lata temu przez Sztab Generalny WP, że  liczba rezerwistów między 19. i 60. rokiem życia wynosi  ok. 7 mln osób. Ważna jest struktura. W przypadku podoficerów i oficerów, średnia wieku podoficerów i oficerów to prawie 50 lat. Nic dziwnego, że w kolejnej nowelizacji  ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP, która znajduje się  w trakcie konsultacji międzyresortowej, jej twórcy zaproponowani podwyższenie wieku obowiązkowej służby wojskowej ( na razie teoretycznie, bo jej nie ma ) dla podoficerów i oficerów rezerwy, którzy mogą być powołani na ćwiczenia  do 63 roku życia  a dla pozostałych -  60 lat. Kadrowy potencjał obronny państwa  nieco się zwiększy, ale problem pozostaje. W przypadku braku działań będziemy mieli armię rezerwistów, w wieku ponad 50 lat i tuż przed emeryturą.  

Problem z wcieleniem rezerwistów

Częściowo winą można obarczyć poprzednią ekipę rządzącą, która ku uciesze poborowych postawiła na armię zawodową, zapominając o pozyskiwaniu i szkoleniu rezerw osobowych. Warto w tym miejscu przytoczyć  ciekawą analizę  Artura Kolskiego  pt. "Cywilny rynek pracy a przyszłe szeregi wojska”.    

Z danych MON dotyczących szkolenia rezerw osobowych na przydziałach mobilizacyjnych wynika że, w roku 2006 przeszkolono 69 tys. rezerwistów, w roku 2008 – kiedy odbyli służbę ostatni żołnierze z poboru – 45 tys. W latach 2009-12 szkolenia się nie odbywały.  Ostatnie wcielenie do zasadniczej służby wojskowej nastąpiło 4 grudnia 2008 roku, ale dopiero po prawie dwóch latach 4 października 2010 powołano pierwszych ochotników do służby przygotowawczej, którzy znaleźli się na przydziałach kryzysowych w ramach Narodowych Sił Rezerwowych.  Było to zaplecze armii zawodowej,  która korzystała z tej możliwości, a także z przeszkolonych wcześniej rezerwistów, głównie w systemie 9 miesięcznym. Znajdowali się oni na przydziałach mobilizacyjnych i praktycznie do końca 2012 r. nie byli powoływani na ćwiczenia.   

Szkolenia rezerwistów ruszyły , po czterech latach przerwy, w 2013 roku kiedy to  krótkotrwałe obowiązkowe ćwiczenia przeszło 2680 żołnierzy.  W 2014 r. w tym trybie przeszkolono – ok. 4 tysięcy.  W kolejnym latach już kilka razy więcej. 

W tym roku Dowództwo  Generalne RSZ poinformowało, że zamierza powołać ok. 16 tys. żołnierzy rezerwy na ćwiczenia obowiązkowe. Rezerwiści mieli wziąć udział  m.in. w największym tegorocznym ćwiczeniu Dragon 17. Ale bardzo szybko się okazało, że nie uda się powołać na poligon zakładanej liczby rezerwistów.  Jak wynika ze wspomnień Piotra Śmielaka, blogera i oficera rezerwy  w obszernym  i udokumentowanym zdjęciami raporcie pt. „ DRAGON 17, czyli „Największa kompromitacja w dziejach MON, zdecydowana większość komend WKU, nie była w stanie dostarczyć więcej niż kilkudziesięciu żołnierzy, co stanowi zaledwie około 60-70 proc. (w zależności od jednostki) wymaganych stanów żołnierzy.  

Do stu tysięcy jeszcze brakuje 

Efektem była decyzja szefa MON o przeniesieniu terenowych organów administracji wojskowej (WszW i WKU) do departamentu Kadr MON. Wyzwania są spore. Z jednej strony, dwustutysięczna armia będzie potrzebować coraz więcej żołnierzy zawodowych. Początkowo nawet nie wyznaczono granicy, ale Senat zdecydował się poprzeć wniosek opozycji, by armia zawodowa liczyła nie więcej niż 150 tysięcy żołnierzy zawodowych.  Jest to raczej pułap teoretyczny, do którego wojsko zawodowe  będzie zmierzać wolnym krokiem i przez wiele lat. Z analizy stanów liczebnych zawodowej armii, czyli bez kandydatów wynika, że wojsko powiększa się o bardzo wolno. Jak wynika z danych Departamentu Kadr na koniec 2015 r. armia zawodowa liczyła 96 210 żołnierzy, na koniec 2016 r. – 98 570 osób, a w połowie 2017 r. stan ewidencyjny kadry zawodowej wynosił dokładnie 98 506, czyli mniej niż na początku roku!!. Najmniej było oficerów (19,1 proc.), 37,2 proc. stanowili  podoficerowie, a 43,7 proc. to szeregowi zawodowi. Kandydatów na żołnierzy zawodowych mieliśmy 3061 wobec 2,6 tys. w połowie 2016 r. Na razie liczba odejść z wojska jest pod kontrolą i kształtuje się na poziomie od 4,5 do 5,5 tysiąca ( 4835 w 2016 r.  i 2767 w I półroczu 2017 r.).  Należy zakładać, że tempo wzrostu kadry zawodowej będzie bardzo wolne i w przyszłym roku – jak wynika z budżetu MON – ukształtuje się na średniorocznie na poziomie 105 tys. żołnierzy. 

Priorytetem jest WOT

Priorytetem dla obecnego kierownictwa jest utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej, które  do końca 2019 r. mają liczyć nie więcej niż 53 tysięcy żołnierzy. Temu celowi ma służyć stosunkowo krótki, żeby nie zrażać ochotników 16 dniowy kurs dla kandydatów do WOT bez żadnego przeszkolenia wojskowego. Z kolei rezerwiści mogą przejść bardzo krótkie 8 dniowe szkolenie w jednostce wojskowej. Ruszyły one w II kwartale br. i jak szacuje MON – w III dekadzie listopad br. w trzech brygadach we wschodniej części kraju służyło ponad 7 tys. żołnierzy, w tym 6 tys. żołnierzy terytorialnej służby wojskowej oraz 1,2 tys.żołnierzy zawodowych. To oznacza, że bariera 10 tysięcy nie będzie w tym roku przekroczona. Aby wywiązać się  z założonych wobec WOT planów, należy w latach 2018-2019 kształcić co roku po 20 tysięcy ochotników. Na razie zgłaszają się pasjonaci wojska, ale to źródełko może powoli uschnąć. Można co prawda podnieść uposażenie żołnierzom WOT z pięciuset złotych do np. tysiąca czy też skrócić okres stażu WOT z trzech do  dwóch lat lub roku, by przejść na zawodowego, ale czy ta motywacja zachęci do wstępowania  do armii  wobec coraz bardziej atrakcyjnego rynku pracownika. 

NSR na uboczu 

Jak niedawno przyznał wiceszef MON Michał Dworczyk, obecne potrzeby resortu obrony narodowej są szacowane  na poziomie 30-35 tys. rezerwistów w skali roku. Te liczby obejmują również żołnierzy WOT oraz Narodowych Sił Rezerwowych, których - w połowie br.  było 11 550 żołnierzy (436 oficerów, 935 podoficerów i 10 179 szeregowych).  Z informacji  uzyskanych w CO MON wynika, że na koniec roku tych żołnierzy ma być … 21 tysięcy, co wydaje się błędem wobec  faktu, że nigdy do tej pory nie udało przekroczyć 13 tysięcy, a ponadto w I półroczu br. pozyskano do NSR jedynie 3085 kandydatów a po 6 miesiącach 2016 r. – 4474 ochotników.  

Na razie w ramach służby przygotowawczej, szkoli się na potrzeby NSR - na ogół przez okres 4 miesięcy - ok. 12 tys. ochotników.  I takie też limity są zawarte w projekcie rozporządzenia rządu na 2018 r.  Nie wiadomo jaka jest przyszłość NSR, bo o przyszłości tej formacji nikt w MON nie chce się oficjalnie wypowiadać, a nasze zapytania w tej sprawie pozostają bez odpowiedzi.  

Na razie wojsko szkoli prawie wszystkich ochotników, którzy się zgłoszą do WKU.  O konkurencji nie ma już mowy, jak było choćby kilka lat temu, gdy można było przebiegać w kandydatach i wybierać co drugiego czy trzeciego.  Był to duży błąd popełniony przez poprzednią ekipę. Nie wykorzystano tego potencjału, bo wprowadzono bardzo niskie limity na poziomie 5,5 tys. kandydatów. Na razie jest to  najszybsza  droga do służby zawodowej, oprócz uczelni i kursów na oficerów czy podoficerów, cieszących się sporym zainteresowaniem młodzieży. Ostatnio do Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu na kurs dla podoficerów WOT zgłosiło się dziesięciu kandydatów na jedno miejsce. 

 Na celowniku - uczniowie i studenci 

Ochotnicy i pasjonaci wojska wybierają teraz drogę  na skróty. Do służby zawodowej poprzez WOT. Zamiast czteromiesięcznej służby przygotowawczej  wolą 16 dniowe szkolenie podstawowe, zakończone przysięgą. Rezerwiści na przypomnienie sobie wojskowego abecadła mają 8 dni.  Wojsko ma terytorialsa, a jeśli nawet zrezygnuje w  trakcie służby  w WOT, to zasila rezerwy osobowe, czyli zaplecze armii. 

 Do tego dochodzi ponad 4 tys. studentów, którzy od listopada biorą udział w programie o nazwie Legii Akademickiej. MON zakłada, że jeszcze w tym roku akademickim  zgłosi ok. 10 tys. studentów.. Wyszkolenie rezerwisty w stopniu szeregowego  będzie wymagało zaliczenia na uczelni 30 godzin zajęć teoretycznych  oraz  poświęcenia podczas wakacji  trzech tygodni na obóz poligonowy w jednej z 12 jednostek wojskowych. 

W kręgu bliskiego zainteresowana  resortu obrony narodowej są także klasy mundurowe ,z certyfikowanym i ujednoliconym programem, które na razie uruchomiono w 57 szkołach, ale za dwa lata mają być w każdym powiecie.  Z zapowiedzi wiceszefa MON Michała Dworczyka wynika, że program będzie trwał dwa lata  i będzie miał formę zajęć teoretycznych i praktycznych, w tym także w postaci szkolenia poligonowego. Łącznie to 185 godzin lekcyjnych.   Absolwenci szkół biorący udział w projekcie mogą liczyć na:

  • • odbycie skróconego, poligonowego szkolenia przygotowawczego dla ochotników, kończącego się złożeniem przysięgi wojskowej i przeniesieniem do rezerwy,
  • • pierwszeństwo w trakcie naboru do Wojsk Obrony Terytorialnej oraz innych rodzajów służby wojskowej,
  • • przyjęcie na studia wojskowe na preferencyjnych warunkach (dodatkowe punkty podczas procesu rekrutacji).

Zakładając, że szkół z klasami wojskowymi będzie blisko czterysta, a w klasach  będzie  po 20-25 uczniów, to armia może co roku przeszkolić w tym trybie od 8 do 10 tys. rezerwistów. 

Najlepiej byłoby przywrócić obowiązkową służbę wojskową?

W sumie z pozyskaniem rezerw na poziomie 30-35 tys. ochotników rocznie – jak chce tego wiceszef MON Michał Dworczyk - mogą być problemy.  Wydaje się, że zdaje sobie z tego sprawę obecne  kierownictwo resortu obrony,  którzy mają za złe poprzedniej koalicji  rządzącej zniesienie obowiązkowej służby wojskowej.  To jest  jedno z nielicznych  rozwiązań, które w ramach „dobrej zmiany” nie przywrócono. Chociaż  uważny Czytelnik może przeczytać, że podczas kampanii wyborczej przedstawiciele PiS wypowiadali się o przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej. 

W Polsce nie znajdziemy argumentów  za „odmrożeniem” obowiązkowej służby wojskowej np. z uwagi na zagrożenie bezpieczeństwa państwa. Ponadto taka decyzja może się spotkać się z krytyką głównie ludzi młodych, a przecież zbliżają się wybory. I  obecnej władzy bardzo zależy na  sukcesie. Dlatego należy zakładać, że resort obrony  rozpocznie niebawem bardzo intensywną kampanię promującą  dobrowolne krótkie 16 dniowe szkolenie wojskowe, niekoniecznie na potrzeby WOT. 

Większość kadry zawodowej  - jest za „za”

W sobotę na portalu-mundurowym.pl umieściliśmy sondę pt. „Czy należy przywrócić obowiązkową służbę wojskową”. Do tej pory głosowało ponad 700 osób. Na „tak”, przez okres 9 miesięcy opowiedziało się ponad  55 proc. użytkowników portalu, sensu szkolenia trzymiesięcznego  - jak w służbie przygotowawczej -  dostrzega co czwarty głosujący. Natomiast przeszkolenie 16 dniowe akceptuje zaledwie co pięćdziesiąty  klikający internauta.  Potrzeby wprowadzenia obowiązkowej służby wojskowej nie widzi co szósty użytkownik portalu. 

Te wyniki oznaczają, że za służbą obowiązkową opowiada się niemal każdy użytkownik portalu ( ponad 75 proc. stanowią żołnierze, w tym 15 proc. to oficerowie,  a 40 proc. - podoficerowie), przy czym im dłuższy okres szkolenia tym lepiej. Kadra ma świadomość, że dobrego specjalisty, a tacy są obecnie najbardziej potrzebni w armii nie uda wyszkolić w kilkanaście dni, kilka miesięcy , lecz musi to potrwać ok. dwóch lat.  

Dobrze by było, gdyby na krótkotrwałe przeszkolenie do wojska trafiali absolwenci technicznych szkół średnich czy uczelni, ale na razie są to pobożne życzenia w sytuacji gdy z pracą na rynku cywilnym nie ma problemów. 

Wydaje się, że wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej, prawdopodobnie 16 dniowej  jest kwestią czasu. Pozwala na to wysoki limit  wynoszący 200 tysięcy żołnierzy, niechęć obecnego kierownictwa resortu do wprowadzenia limitów dla kadry zawodowej i kurczący się stan rezerw osobowych na wypadek „W”. 

Wolin 

Zdjęcie: por. Paulina  Popiel (2 BZ) 

 

Czytany 5464 razy Ostatnio zmieniany środa, 06 grudzień 2017 07:45

Overall Rating (0)

0 out of 5 stars
Dodaj komentarz

Biorą udział w konwersacji

Pokaż poprzednie komentarze
  • Olo

    Kto splawil ludzi do cywila niech ich z powrotem zacheca, kadrowcy wy macie tych ludzi...

  • Mikołaj

    Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki Do armii trzeba ściągać nową krew inaczej wojsko glupieje Napoleon to powiedział.Wszyscy muszą się wziąść do roboty nie tylko WKU.Jednostki wojskowe niech zaczną wyglądać jak się należy,dostosowane do rzeczywistości nowocześnie.a nie jak skanseny minionej epoki pomalowane wapnem i flagami.

  • bob

    16 dniowa obowiązkowa służba wojskowa???Absurd. HE monciki czy wy serio??? Super żołnierz i rezerwista tylko na specnaz może jeden z 1000 przeżyje.

  • Grzesiek

    Uważam że służba 6 miesięczna wystarczyłaby aby zapoznać za sprzętem nauczyć taktyki i strzelania 8 godzin zajęć 5 razy w tygodniu w zupełności wystarczy.

  • benek

    Każdy dzień zwłoki przy wprowadzeniu słuzby zasadniczej to dzień straty i w finansach i w obronności kraju tylko zetka nie żadne półśrodki szkólki srółki nsr otk i inne pierdoły .Zetka 9miesiecy zawodowii na stanowiskach specjalistów i szkoleniowych pozostali z powołania .Wieksza armia wcale nie gorzej wyszkolona bo jak przez 9miechów sie nie wyszkoli to sie nie nadaje czy zawodowy czy z powolania pózniej i tak zbijanie gruch.Do roboty rzadzie i mon bo wróg u bram a nasza armia w rozsypce tylko w mediach superlatywy a od środka zgnilizna

  • Wetlina

    Służba zasadnicza w Polsce się nie sprawdziła, znowu będzie podział na Szwejòw i specjalistów czyli kadrę.Wszyscy muszą mieć równe szanse.Obecnie armia idzie w dobrym kierunku. A Macierewicz to osoba na odpowiednim miejscu.Wojsko dla niektórych to potężny tort z którego można dla siebie uszczyknąć zawsze coś dla siebie(lobby).Takich zmian w armii tu potrzeba 0by tak dalej.Pozdrawiam

  • Ha

    Tak ledwie doprowadziło się ten 30 letni sprzęt do sprawności to znów go z zasadniczej rozp ... Bo tak było . Mili głęboko w d.....kulturę techniczną .

  • Było by ...

    Już widzę na Facebook i YouTube filmiki żołnierzy ZSW . Z życia wojskowego .:p:D:p

  • Nie tak .

    ZSW nie przy takiej spaczonej humanizacji .

  • były d-ca pl zmech.

    za przywróceniem służby zasadniczej są tylko ci, którzy nie wiedzą co to jest mieć na kompanii 100 niezbyt zadowolonych z tego chłopaków :)