reklama
piątek, 10 sierpień 2018 05:49

10. VIII Incydent nad Estonią to probierz zagrożeń jakie rodzi obecność militarna NATO

Napisane przez Krakauer
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W ostatnich dniach miał miejsce incydent nad Estonią. Samolot myśliwski NATO należący do Hiszpanów miał wystrzelić rakietę, która poszybowała w nieznanym kierunku (stracono z nią kontakt). Przez dwa dni od ujawnienia incydentu, do pisania tego artykułu, nie udało się odnaleźć rakiety.

Sprawa ma trzy aspekty, które razem budują element obrazu wojskowych misji lotniczych nad krajami bałtyckimi (Baltic Air Policing), które od lat pasożytują na innych członkach NATO oszczędzając na bezpieczeństwie i nie mają własnych samolotów wojskowych z prawdziwego zdarzenia. 

Pierwszym aspektem jest problem czysto wojskowo-techniczny. Czasami zdarza się, że rakieta sama zejdzie z wyrzutni, to nie jest kwestia stopnia nowoczesności, czy innych zagadnień technologicznych ale np. błędu w oprogramowaniu, błędu pilota, czy bardzo często – spięcia w instalacji. Takie sytuacje się zdarzają i kropka. Co więcej, będą się zdarzać, ponieważ człowiek jest omylny a sprzęt jest zawodny. Nie ma po co robić z tego tematu, chociaż właśnie tutaj warto się zastanowić nad tym, dlaczego to ogłoszono i dlaczego sam Sekretarz Generalny NATO, przepraszał stosownego Ministra w Estonii za ten incydent? Mówimy bowiem o zdarzeniu, które po prostu ma prawo zaistnieć, to jest ryzyko wojskowych patroli lotniczych z rakietami pod skrzydłami. 

Drugim aspektem jest kwestia czysto funkcjonalna, otóż rakieta zeszła z wyrzutni lub została odpalona – powstaje pytanie do czego? Co było celem, który aktywował czujniki i oprogramowanie rakiety AMRAAM? Mówimy o najlepszych zachodnich pociskach klasy powietrze-powietrze. Z komunikatów wiadomo, że hiszpańskie myśliwce ćwiczyły wspólnie z francuzami na Mirage 2000. Premier Estonii uznał incydent godnym pożałowania, a to samo w sobie jest wyjątkowo ciekawe, ponieważ może wskazywać na jakieś inne, nieznane dno problemu.

Trzecim aspektem jest pytanie o to, czy jesteśmy bezpieczniejsi dzięki misji NATO nad krajami bałtyckimi, które ponownie podkreślmy – nie inwestują w swoją obronność i inne państwa muszą dostarczać samolotów, żeby pilnować ich nieba? Jeżeli bowiem dochodzi do takich sytuacji, że samoloty NATO strzelają rakietami, których nie da się odnaleźć i z którymi nie wiadomo co się stało, to trzeba zupełnie na poważnie się zapytać o to, jak tego typu zdarzenia interpretuje strona, która zupełnie poważnie może czuć się zagrożona? Może nie przez reprezentowany przez NATO potencjał, bo ten świadczy bardziej o słabości, niż sile sojuszu, ale przez zagrożenie które może spowodować np. dla ruchu cywilnego? Jeżeli ktoś nie umie czytać mapy, to niech to sobie zobrazuje mniej więcej w ten sposób, że mówimy o przedmieściach drugiego miasta Federacji Rosyjskiej – Sankt Petersburga. 200 km dzisiaj dla myśliwca to jest dosłownie kilka chwil lotu, odpalenie rakiety i tragedia gotowa. Nie można się dziwić, że Rosjanie czują się zaniepokojeni agresywną demonstracją nieprzewidywalnej siły NATO.

Problemem nie jest to, że samolot wystartował z lotniska na Litwie i odpalił rakietę nad Estonią, której nie da się znaleźć. Problemem jest to, że nie mamy żadnej gwarancji, że następna natowska rakieta nie poleci w stronę Pskowa (tuż przy granicy) lub wspomnianego Sankt Petersburga. Co wówczas? Będzie to godny pożałowania incydent? Również nie będzie dało się jej znaleźć? Nie ma żartów, chociaż sytuacja nie jest napięta w tej chwili, to od dłuższego czasu dochodzi do godnych pożałowania incydentów w związku z rosyjskim transportem lotniczym do i z Kaliningradu. Jeżeli coś takiego miałoby właśnie ten kontekst, to bardzo szybko moglibyśmy się znaleźć w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Zwłaszcza jak Rosjanie uznaliby, że rakieta odpalona w ich stronę może przenosić głowicę jądrową. Proszę pamiętać, mówimy o bezpieczeństwie drugiego miasta Rosji! O życiu milionów ludzi! O symbolu dramatycznej i bohaterskiej obrony przed faszystowskim ludobójstwem (Blokada Leningradu)! Trzeba rozumieć ten kontekst i brać pod uwagę ich wrażliwość. Oni nigdy nie pozwolą na to, żeby historia się powtórzyła. Rosja dzisiaj dysponuje potencjałem, którym może zapewnić swoje bezpieczeństwo, problem polega na tym, że rejony geograficzne z których będzie pochodzić dla niej zagrożenie mogą zamienić się w szklaną taflę z wystającymi betonowymi kikutami… Czy to tak trudno zrozumieć? O to toczy się gra… Czy mamy możliwości i argumenty, pozwalające nam w nią grać? Zwłaszcza, że jak widać popełniamy przypadkowe błędy, które mogą być przyczyną dramatu?

Proszę sobie przypomnieć sytuację z Syrii, gdzie siły NATO – w tym przypadku Turcji, zestrzeliły rosyjski nieuzbrojony samolot nad terytorium Syrii. Przez kilka dni nie było pewności jak rozwinie się sytuacja, która stała się istotnie napięta. Czy możemy sobie wyobrazić podobny scenariusz w Europie Północnej? 

Nie ma sensu udowadniać po raz kolejny, że NATO jest w kryzysie i jako instytucja nie jest zdolne do kolektywnej obrony. To są fakty znane i bez wystrzeliwania pocisków w nieznanym kierunku i nie wiadomo po co. Proszę pamiętać, mówimy o incydencie, który sam w sobie nie ma znaczenia politycznego, jednakże jest probierzem zagrożeń, które rodzi demonstracyjna obecność militarna NATO w krajach bałtyckich. Problem polega na tym, że one są nieprzewidywalne, bo mogą wynikać z przypadku, zabawy lub co byłoby najbardziej przerażające – zaplanowanej prowokacji.

Dlaczego samoloty NATO w ogóle są nad krajami bałtyckimi? Jeżeli te państwa oszczędzają na obronności i nie jest ich stać nawet na kilka maszyn, pozwalających na chociaż symboliczną obecność na niebie, to znaczy że nie chcą się w ten sposób bronić. Litwa, Łotwa i Estonia nie są tak biedne, żeby nie być w stanie kupić razem 12 samolotów za około 2 mld USD. Można w tej cenie kupić eskadrę i bronić się samemu, a przynajmniej demonstrować taką determinację.

Dalsze demonstrowanie obecności militarnej NATO nad krajami bałtyckimi nie ma żadnego uzasadnienia militarnego, a jak widać może prowadzić do różnych incydentów, które mogą być dramatyczne w konsekwencjach. Istotnym smaczkiem jest to, że kraje bałtyckie przez lata oszczędzały na obronności, co nadaje kontekst całej sprawie i pokazuje ich hipokryzję. Niedawno pan Donald Trump rozważał problem wojny jądrowej ze względu na nieprzewidywalność Czarnogóry. Niestety takich opcji jest na wschodniej flance NATO o wiele więcej, jednym z najgroźniejszych ognisk możliwego konfliktu są incydenty lotnicze nad krajami bałtyckimi. Trzeba to zagrożenie ograniczyć na ile się da i najlepiej wyeliminować. 

Proszę to dobrze zrozumieć. Jeżeli np. hiszpański samolot zestrzeli samolot rosyjski w ramach takiej misji, to nie oznacza, że Hiszpania może być w stanie wojny z Federacją Rosyjską, tylko całe NATO. Proszę popatrzeć na mapę i odpowiedzieć sobie na proste pytanie – kto jest bliżej Federacji Rosyjskiej? Chociaż w praktyce z punktu widzenia zasięgu pocisków i samolotów nosicieli rosyjskiej broni jądrowej – to ma znaczenie wtórne…

Jeżeli coś rodzi zagrożenia i jest nieprzewidywalne, jak również nie ma jasno zdefiniowanej odpowiedzialności za możliwy incydent, to takie ryzyko jest niepotrzebne. Proszę się zastanowić – czy chcemy ryzykować atak jądrowy na Warszawę, dlatego ponieważ będziemy wplątani w łańcuch konsekwencji wynikający z błędu lub prowokacji kogoś, kto się jej dopuści? To jest brutalne, nawet bardzo, ale prawdziwe. To są realia obrony kolektywnej i wspólnej odpowiedzialności. Proszę pamiętać, że te samoloty nie latają tam, żeby przeciwnik nie obrzucał granicy burakami! Zresztą o granicy ciężko jest w ogóle mówić, bo tak na prawdę, pomimo próśb strony rosyjskiej nigdy nie została jednoznacznie wyznaczona. Wielka szkoda, że tak mało o tym informują nasze media. Oczywiście nie ma problemu, ale jak się już wydarzy, to już nie będzie miało żadnego znaczenia, bo trzeba będzie ponosić konsekwencje. 

Krakauer ( obserwatorpolityczny.pl)  >>>

Zdjęcie: Wikipedia >>>

1024px-ILA_2008_PD_310 by ILA-Boy lic. PD Source Wikimedia Commons

Czytany 909 razy

Overall Rating (1)

5 out of 5 stars
Dodaj komentarz

Biorą udział w konwersacji

  • Endriu

    Ten artykuł to tak trochę zdanie w stylu - "Nie możemy mieć zaufania do naszych sojuszników z NATO". Nie możemy tak patrzeć z tego pkt widzenia.
    Bo może się zdarzyć (oby nie daj Boże) że coś zostanie wystrzelone z jakiegoś powodu
    przez sojusznika przebywającego w naszych granicach i z jakichś powodów
    w stronę wschodnią
    - Padnie wówczas pytanie dlaczego to nasz kraj sam nie czuwa sobie nad swoim bezpieczeństwem i nie uzbroił się w jakiś sprzęt.

    Tak, sprawa na pewno powinna być dogłębnie zbadana
    i zrobione jak najwięcej aby się nie powtórzyła.

    A państwa nieposiadające własnego lotnictwa
    powinny postarać się chociaż o ich namiastkę.

  • dezinformacja.net

    Rated 5 out of 5 stars

    Bardzo dobrze napisane. Zastanówcie się co czuliby amerykanie k. Los Angeles jakby meksyk 200 km od granicy strzelał sobie rakietkami...

  • piotr151974

    jeśli dobrze zrozumiałem to autor proponuje teraz wycofanie lotnictwa NATO, za jakiś czas pozostałych sił lądowych. Niech zostaną sami. Wszystko, aby nie drażnić niedźwiedzia. A jeśli ten sam ich pożre to będzie znaczyło, że sami byli sobie winni.
    Tu należałoby zastanowić się co można zrobić, aby przeznaczali te 2% PKB na wojsko. Każdy według swojego PKB. A wtedy misja lotnicza, lądowa miałaby sens ...

  • Taki

    Typowa narracja szpionów ze wschodu.