Aktualności

Skończmy z etosem konika i szabelki!

Skończmy z etosem konika i szabelki!

Skończmy z etosem konika i szabelki! Najwyższy czas patrzeć realnie na rzeczywistość, do póki nie jest zbyt późno. Czym innym jest troska o siłę państwa, w tym siłę militarną, a czym innym jest lansowanie poronionych koncepcji iluś-tam-morza, które mogą nas zatopić we wschodnioeuropejskim kotle nieszczęść, dramatów i wojny.

Z historii powinniśmy wynieść jedną prostą lekcję – nigdy, nie należy bić się w cudzym interesie, jeżeli się nie jest do tego bezpośrednio zmuszonym. A nawet jak się jest zmuszonym, będąc w takim położeniu jak nasze, trzeba bić się po stronie wygranych. Wszelkie inne nastawienia na konfrontację, wliczające jej możliwość jako finalizacja braku możliwości rozwiązań politycznych, to działanie na zgubę.

Jak dzisiaj słyszymy o odrodzeniu się koncepcji jagiellońskiej i że ś.p. Lech Kaczyński wszystko przewidział i Ukraina dzisiaj broni całego Zachodu przed dominacją Rosji, to po prostu nawet nie wiadomo jak z tym polemizować. Mówimy bowiem o obszarze świata, który nie ma ze sobą nic wspólnego od połowy XVII wieku, a nawet jest do siebie silnie wrogo nastawiony ze względu na mozaikę aspiracji narodowych, niestety często dotykających tych samych terytoriów.

Jak to w ogóle jest możliwe, że tkwiąc w realiach międzymorza, pomni smutnej historii, nie jesteśmy w stanie wyciągnąć właściwych wniosków – i to w kontekście niemieckich i europejskich ukłonów w stronę Rosji! Jak można było w tych warunkach dobrowolnie prosić się, żeby Zachód chciał zrobić z nas swoją strefę buforową? Kwestia, czy mieliśmy inną alternatywę już dzisiaj nie ma żadnego praktycznego znaczenia, trzeba było przemyśleć wielką ideę przyłączenia się do zachodnich wspólnot. Traktowanie wstąpienia do Unii i NATO jako celu, a nie środka do celu jakim jest dobrobyt i bezpieczeństwo Polski, to wielka strategiczna pomyłka, prawdopodobnie źródło, fundament porażki do której zmierzamy.

Chodzi o zrozumienie banalnej zależności, która od początku epoki pary i stali determinuje naszą geostrategiczną i geopolityczną rzeczywistość – mamy zbyt mało zasobów, żeby móc skutecznie konkurować z otaczającymi nas państwami. Unia Europejska pokazała swoje oblicze, to ekonomiczne i polityczne narzędzie Niemiec, przynajmniej w naszej części Europy. NATO się wyczerpało, ta formuła już nie działa w świetle zagrożenia ze strony Chin dla amerykańskiej pozycji, gdzie najbardziej Amerykanom może pomóc Rosja. Jak w takich warunkach, które widać co najmniej od kilku lat można snuć rusofobiczne wizje? O ile Ukraina jest po prostu narzędziem mającym na celu podpalenie Rosji, to Polska jest po prostu buforem, gdzie mogą pojawić się odpryski z wielkiego resetu na Wschodzie. Jeżeli jeszcze ktoś myśli w specjalne stosunki polsko-amerykańskie i inne cuda, niech opiera swoje życie na wierze, ale nie los całego Narodu. Nigdy nie można zapomnieć lekcji lat 30-tych XX wieku, kiedy to również ufaliśmy sojusznikom. W ówczesnej układance, chyba nawet potężniejszym, niż dzisiaj USA. Czy utrata państwowości i narażenie Narodu na biologiczną eliminację to mało, żeby chociaż odrobinę wyciągać wnioski z historii?

Wiele można powiedzieć o ś.p. Władysławie Bartoszewskim, ale miał wiele racji w twierdzeniu, porównującym Polskę do panny. W uproszczeniu, chodzi o to, że jak panna nie jest „posażna”, ani za bardzo „urodziwa”, to może być chociaż miła. Przeniesienie tego na relacje międzypaństwowe jest – niestety – redefiniowaniem naszej racji stanu, trudno to bardziej zwięźle i zrozumiale dla wszystkich ująć. Jest to coś odwrotnego od polityki napędzanej etosem konika i szabelki! Chyba, że pan Trump przywiezie nam w lipcu 100 głowic po 25 kT każda i około 500 różnych środków ich autonomicznego przenoszenia. Nie ma jednak takich cudów, nasi sojusznicy są wobec nas lojalni, tylko do pewnego poziomu. Niemcy nigdy się nie zgodzą, żebyśmy mogli samodzielnie lub jako narzędzie USA, stanowić klin w ich powiązaniach z Rosją. 1000 LAT HISTORII ZA TYM PRZEMAWIA! Proszę nie mieć żadnych złudzeń, że może być inaczej! Zmieniły się tylko technologie pozwalające na masowe zabijanie, są jeszcze doskonalsze. Interesy głównych graczy, są dokładnie takie same, jak od końca XIX wieku, kiedy zostały redefiniowane przez rewolucje przemysłową w znaczeniu gospodarczym i zjednoczenie Niemiec w znaczeniu politycznym. Współczesne problemy można rozwiązać tylko za pomocą technologii, jeżeli Europa miałaby dostęp do darmowej energii (fuzja). Bez takiego przełomu Niemcy nie odessą się od rosyjskiej rury!

Reasumując powyższe, skończmy definitywnie z etosem konika i szabelki, mamy jeszcze szansę zbudować nowoczesne, otwarte, pragmatyczne i mieszczańskie społeczeństwo, które będzie stopniowo budować swój dobrobyt.

Nikt nie mówi, że mamy zapałać miłością do Rosji i chcieć wstąpić w skład Federacji (chociaż w obecnych warunkach na świecie byłby to bardzo dobry pomysł na zapewnienie sobie bezpieczeństwa). Wystarczy jednak prowadzić politykę w taki sposób, żebyśmy byli w stanie grać na dwóch dużych fortepianach. Proszę pamiętać, że dla Niemiec nasza siła zawsze była i jest funkcją naszych relacji z Rosją i odwrotnie, dla Rosji – co dzisiaj widać, postrzeganie nas zależy od sumy relacji z Niemcami (obecnie w formule Unii Europejskiej). Dzisiaj sami sprowadziliśmy się do roli półkolonii Zachodu, która nawet nie jest już traktowana przedmiotowo na Wschodzie. Po co rozmawiać z Warszawą? Sprawy załatwia się w Berlinie. Słabi są skazani na słabość, zwłaszcza jeżeli mają generujące słabość elity.

Limit cudów już wyczerpaliśmy, byłoby znacznie lepiej, gdybyśmy budowali na własnych możliwościach i sami kreowali swoją rzeczywistość, a nie byli tylko podmiotem cudzych działań. Chociaż trzeba mieć świadomość, że skutków cudzych decyzji już nie unikniemy.

Jak na tą chwilę, nie ma w Polsce siły politycznej, ani nawet środowisk politycznych, które lansowałyby tego typu sposób postrzegania rzeczywistości. Niestety w tym wielka rola niektórych mediów i pewnego Kościoła, żeby pragmatyzm w Polsce nigdy nie stał się dominującym sposobem definiowania paradygmatu funkcjonalnego państwa. Czy ktoś ma pomysł jak to nieszczęście przełamać? Elity niech pamiętają, że już nie ma szosy na Zaleszczyki…

Krakauer (obserwatorpolityczny.pl) >>>

Grafika: www.obserwatorpolityczny.pl