Aktualności

13.I Czy ktoś potrafi wyjaśnić paradoks obligu znajomości języka obcego na naszym rynku pracy?

13.I Czy ktoś potrafi wyjaśnić paradoks obligu znajomości języka obcego na naszym rynku pracy?

Czy ktoś potrafi wyjaśnić fenomen obligu znajomości języka obcego na naszym rynku pracy? Jak to jest możliwe, że 75% ofert pracy w Polsce ma wymóg obligatoryjny lub prawie obligatoryjny języka obcego, w tym przede wszystkim angielskiego. Jak również często zdarzają się oferty, gdzie jest słynna formułka „znajomość drugiego języka obcego będzie dodatkowym atutem”.

Czy naprawdę do pracy w sklepie sprzedającym drzwi i okna w jednej z krakowskich galerii handlowych jest potrzebna znajomość dwóch języków obcych? Czy Kraków zamieszkuje jakaś duża populacja anglojęzycznych klientów? Czy do pracy w Sadzie Rejonowym – jest potrzebny język angielski? Do czego w Jednostce Samorządu Terytorialnego – konkretnie gminie – potrzebny jest język obcy pracownikowi, który zajmuje się wydawaniem decyzji administracyjnych lub jakąś inną nudną, monotonną pracą – opartą o procedury w języku polskim?

Można zrozumieć, że biznes jest u nas już tak wysublimowany, że do np. koordynowania lokalnych przedstawicieli handlowych – ustawiających soki znanego producenta w sklepach od Proszowic po Nową Hutę jest potrzebny język angielski. Chociaż po co? Tak zupełnie zdroworozsądkowo na to patrząc, nawet jeżeli to jest wiodący producent, w istocie globalny gigant, to czy nie możemy jako 38 milionowy kraj wymagać od takiego podmiotu działającego U NAS, żeby posługiwał się językiem polskim w wewnętrznej dokumentacji?

Proszę zwrócić uwagę, że w prawie bankowym (Dz.U. 1997 Nr 140 poz. 939 z późn. zm.) jednym z wymogów dla prezesów zarządów banków, członków zarządu – jest znajomość języka polskiego (art. 22b ust. 1 w zw. z ust. 2 pkt. 7). Znany jest przykład co najmniej dwóch prezesów banków w Polsce, których przysłały macierzyste firmy. Ci ludzie musieli się uczyć języka polskiego, żeby móc pracować w Polsce. Oczywiście powód był jak to zawsze u nas nie przypadkowy. Przepis wylobbowało sobie środowisko ludzi z tymi specyficznymi kompetencjami, żeby ograniczyć konkurencję menadżerów z zewnątrz.

Jeżeli więc do prowadzenia banku w Polsce potrzebna jest znajomość polskiego, to czy ona nie wystarczy żeby raportować ile napojów sprzedało się z określonego regału w konkretnym sklepie? Czy też sprzedawać stolarki okiennej? Ewentualnie przybijać pieczątki na mniej więcej takich samych decyzjach w Urzędzie Gminy?

Wiadomo, że tam gdzie jest to uzasadnione gospodarczym przeznaczeniem danego stanowiska pracy – jak w turystyce, hotelarskie, czy restauracji, czy też firmach działających w łańcuchach międzynarodowych powiązań – to może być wymóg bezwzględnie potrzebny. Jednak to jest około 15-25% gospodarki i o wiele mniej proporcjonalnie w udziale rynku pracy! Dlaczego więc 75% ofert pracy jest z tym wymogiem? Szczytem wszystkiego jest pewna firma kurierska, wymagająca znajomości języka angielskiego od kurierów! Proszę to zapamiętać, poniżej będzie do tego jeszcze istotne odniesienie.

To powinno być ustawowo uregulowane z dwóch powodów, po pierwsze dlatego bo trzeba się szanować we własnym kraju i to wymaga „dobrej zmiany”. Po prostu w Polsce należy znać język polski. Należy go promować, szanować i chronić – nie można pozwolić na wypieranie go ze wszystkich płaszczyzn życia społecznego, gospodarczego – jakiegokolwiek! Znajomość języka obcego nie powinna być, bez należytego uzasadnienia warunkiem otrzymania pracy. To poronione – samo-szmacenie się na które pozwalają nasze władze. Po drugie chodzi o ludzi, którzy autentycznie robią nam konkurencje o miejsca pracy w naszym kraju. Wcale nie chodzi tutaj o pracowników zza wschodniej granicy, oni zawsze potrafią się porozumieć. Chodzi o ludzi z Zachodu, którzy przejmują najlepsze stanowiska, korzystając z przewagi językowej. Jest to forma dumpingu językowo-kulturowego, często stosowana przez zagranicznych przedsiębiorców w Polsce.

Teraz paradoks, po prostu typowy dla gospodarek krajów skolonizowanych, w których kolonizator wymaga, żeby tubylcy konkurowali o jego względy, a w praktyce o prawo do życia we własnym kraju, bo jak się nie ma pracy to się nie je – poprzez przyjęcie jego kultury – języka, jako nadrzędnej nad własną, poprzez uczynienie języka lokalnego nieistotnym. Mówimy o aktywności służącej do zarabiania pieniędzy – czyli najważniejszej aktywności człowieka. Ta sam firma świadcząca usługi kurierskie w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej (zasięg globalny) REKRUTUJE W POLSCE PRACOWNIKÓW DO PRACY W SWOICH ODDZIAŁACH W NIEMCZECH, AUSTRII, HOLANDII, SZWAJCARII I JESZCZE KILKU KRAJACH, BEZ KONIECZNOŚCI ZNAJOMOŚCI JĘZYKA TEGO KRAJU W KTÓRYM MA BYĆ ŚWIADCZONA PRACA – NA TAKICH SAMYCH STANOWISKACH, nie wymagają też znajomości angielskiego! Mówimy o pracy kuriera – samochód, odbiór, segregowanie, dostawa, doręczenie – WSZYSTKO OPARTE O CZYTNIK KODÓW “QR” W SPECJALNYM TERMINALU. Nie trzeba nawet się odzywać do klienta poza „Guten Tag”.

Podobnie jest w wielu innych branżach, w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Niemczech istnieją zakłady, gdzie 90$% personelu to pracownicy z Polski i język polski jest rzeczywistym językiem komunikacji poniżej zarządu! Nawet w ogłoszeniach o prace podają, że szukają menadżera z językiem polskim, bo kadra jest w 90% z Polski. Warto odnotować, że są też znane przykłady, gdzie nakazywano pracującym Polakom, nawet w rozmowach pomiędzy sobą mówić w języku lokalnym.

To jest porażające, że żeby pracować w Polsce w danej firmie na określonym stanowisku, trzeba znać język obcy, a pracując za granicą na analogicznym stanowisku tej samej korporacji – nie ma takiego wymogu. Wystarczy chęć do pracy!

Ktoś potrafi wytłumaczyć ten fenomen? Inaczej, niż kulturową dominacją i stałym naciskiem na derogowanie polskości z Polski? Przecież spowodowanie, żeby skaner kodów miał polskie Menu – to kwestia przełączenia! Takich przykładów są setki, mówimy o powszechnej rzeczywistości. Dla porównania proszę się dowiedzieć jak jest we Francji… Bardzo się wszyscy państwo zdziwicie… Niestety nasza elita z rozmysłem pozwoliła na zrobienie z nas niewolników, ludzi gorszej kategorii we własnym kraju, jeżeli nie znają języka angielskiego lub najlepiej dwóch języków obcych! Czy dobra zmiana to zmieni?

W ostateczności – jeżeli pracodawca wymaga znajomości języka obcego, powinien różnicować wynagrodzenie. Powinna być zawsze informacja w ogłoszeniu – ile na danym stanowisku osoba ze znajomością języka obcego, a ile osoba bez tej umiejętności. Poza tym oczywiście znajomość języka polskiego – lub podjęcie się jego nauki – powinno być obowiązkowe dla każdego, kto pracuje w Polsce na czas stały.

Szanujmy się! Inaczej rozpuścimy się w internacjonalistycznym sosie! Nie pokonała nas germanizacja, nie pokonała nas rusyfikacja, ale neoliberalizm nas stłamsił, uczynił gorszym sortem we własnym kraju. To wymaga pilnej zmiany, nawet na poziomie ustawowym, poprzez określenie w jakich warunkach można wymagać obligatoryjnie znajomości jeżyka polskiego oferując pracę w Polsce.

Na marginesie proszę zwrócić uwagę, że to miałoby znaczenie w warunkach ograniczenia prawa do pracy dla pracowników delegowanych. Skoro my nie możemy u nich, to dlaczego oni mają móc u nas? Niech nauczą się najpierw polskiego… Ten problem dotyczy około 40 proc. wszystkich stanowisk menadżerskich w Polsce. Dlaczego obcy mają nami rządzić u nas? Czy naprawdę jesteśmy niewolnikami, czy musimy się na to godzić?

W ostateczności – Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej, po co nam język angielski? Szanujemy Irlandię, ale nie chcemy skończyć tak jak oni – skolonizowani przez Anglików stracili własną tożsamość.

Polacy nie gęsi? Może jednak osły?

Krakauer ( obserwatorpolityczny.pl) >>>

 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.