reklama
czwartek, 01 październik 2015 09:12

Analiza: Rynek cywilny a przyszłe szeregi wojska[3]

Napisane przez Artur Kolski
Oceń ten artykuł
(0 głosów)




Część  3:  Ile i kogo wojsko szkoli, czyli fakty i mity    

Od red. Prezentujemy w częściach nadesłaną do redakcji analizę cywilnego rynku pracy  i wpływu na przyszłe szeregi wojska.  Publikacja jest obszerna  i została podzielona na cztery spójne części.  Ponadto analiza w wersji do pobrania zawiera 86 przypisów.  


Kim jest szeregowy


Szeregowy w wojsku wykonuje funkcje proste, czyli jest to użytkownik danego sprzętu  lub urządzenia. Z rozbudowanego systemu specjalności wojskowych (SW) należy wyróżnić najprostsze funkcje, jak:  strzelec, wartownik, żandarm, regulacja ruchu, i wiele innych, w których niepotrzebne są żadne uprawnienia czy wykształcenie. A tym samym można szkolić osoby z wykształceniem gimnazjalnym, jak i magisterskim. Z kolei  w specjalnościach pośrednich, jak np. radiotelefonista, operator czy działonowy itp. wykształcenie i uprawnienia też nie są ważne, ale za to istotnego znaczenia  nabierają predyspozycje kandydata oraz czas  potrzebny na wyszkolenie. Specjalności wysoce specjalistyczne  potrzebują czasu, instruktorów i praktycznego użycia sprzętu. Szkoleniem z reguły zajmowały się ośrodki szkolenia. Większość specjalności wiąże się z uzyskaniem konkretnego zawodu lub nabyciem szczególnych uprawnień.


Zgodnie z rozporządzeniem MON  z 6 września 2010 roku w sprawie kwalifikacji przydatnych w wojsku  są to następujące kwalifikacje:
1) kierowcy o uprawnieniach do prowadzenia pojazdów – prawo jazdy kat. "C";
2) kierowcy o uprawnieniach do prowadzenia pojazdów – prawo jazdy kat. "C+E";
3) operatora sprzętu do robót ziemnych i urządzeń pokrewnych;
4) operatora maszyn i urządzeń dźwigowo-transportowych;
5) nurka;
6) płetwonurka;
7) skoczka spadochronowego;
8) ratownika medycznego/sanitariusza;
9) kucharza.

W tym rozporządzeniu zapomniano o takich kwalifikacjach jak: kierowca kat. „D”, mechanik samochodowy, elektromechanik, elektryk, elektronik, informatyk, tokarz, ślusarz, spawacz, strażak, pielęgniarka, farmaceuta, psycholog.

Tak naprawdę najistotniejsze są predyspozycje kandydata. Nie każdy będzie dobrym kierowcą czy wartownikiem. Pomimo, że funkcja zdaje się prosta, to czasami wymaga dodatkowych badań.

Szkolenie rezerwistów


Ogólnie miesza się obecnie pojęcia przeszkolenie rezerwistów na przydziałach mobilizacyjnych 
z rezerwistami na przydziałach kryzysowych w NSR (obecnie 10 tys. NSR  i dla nich wszystkich  corocznie planowane są ćwiczenia rotacyjne do 30 dni w roku, zgodnie z indywidualnym planem ćwiczeń dla danej jednostki wojskowej).


Z danych MON  dotyczących szkolenia rezerw osobowych na przydziałach mobilizacyjnych wynika że, w roku 2006 przeszkolono 69 tys. rezerwistów, w roku 2008 – kiedy odbyli służbę ostatni żołnierze z poboru – 45 tys. W latach 2009-12 szkolenia się nie odbywały. Obowiązkowe ćwiczenia rezerwistów, po czterech latach przerwy, są przeprowadzane od 2013 roku. W zeszłym roku krótkotrwałe obowiązkowe ćwiczenia przeszło 2680 żołnierzy, na 2014 rok zaplanowano ok. 7 tys. żołnierzy rezerwy do średnio 10 dniowego przeszkolenia. Z danych wynika, że to i tak niewielka liczba w porównaniu do okresu obowiązywania zasadniczej służby wojskowej.

Zasadnicza  służba  wojskowa – poborze wróć!

W 2013 roku ogromną większością głosów Szwajcarzy odrzucili pomysł wprowadzenia armii zawodowej. Szwajcaria pozostaje więc w grupie 12 krajów w Europie bez armii zawodowej, obok m.in. Austrii, Danii, Finlandii, Grecji, Norwegii, Białorusi czy Estonii, nie mówiąc już o Rosji czy Ukrainie .

Rezygnację w 2008 roku z powszechnej zasadniczej służby wojskowej, wielu ocenia jako błąd. Nie sposób dziś wrócić do stanu sprzed zmian i przywrócić zasadniczą służbę wojskową. Ten temat coraz częściej jest przywoływany w dyskusjach od końca 2013 roku na portalach internetowych i na płaszczyźnie publicznej przez niektórych polityków. Powody są dwa: pierwszy to brak dostępności i mocno ograniczone limity w szkoleniu ochotników do służby przygotowawczej, drugi z kolei to kryzys polityczny na Ukrainie i związane z tym konsekwencje. 

Ostatnio nawet zabrał głos  premier  Donald TuskNa pewno nie zgodzę się na pobór przymusowy. Jakość żołnierzy z poboru powszechnego, to nie jest to, czego polska obronność potrzebuje w pierwszym rzędzie . Potwierdził to w radiowej jedynce szef MON Tomasz Siemoniak zapewniając, że Polska nie zamierza powracać do systemu powszechnego poboru. – Pobór jest archaiczny i nie ma co straszyć młodych Polaków powrotem do niego.


Natomiast prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył:  – Armię trzeba wzmocnić liczebnie i wrócić do przeszkolenia wojskowego młodych ludzi – i postraszył, że gdy jego partia wygra wybory, to się tą sprawą na poważnie zajmie. Tę wypowiedź Kaczyńskiego trzeba rozumieć w kontekście ukraińsko-rosyjskiej wojny o Krym i zbliżających się wyborów do europarlamentu. Także młodzież wie swoje. Na Facebooku fanpage „Jestem za przywróceniem zasadniczej służby wojskowej” po kilku miesiącach istnienia ma już ponad 20 tys. fanów .

No cóż, mała jest wiedza i polityków i internautów, na czym polega problem. Politycy prześcigają się w pomysłach wymyślania nowych obowiązkowych przeszkoleń i próbach powrotu do idei obrony terytorialnej oraz razem z internautami jednogłośnie tęsknią za przywróceniem poboru. Według danych NIK w latach 2002-2008 liczba poborowych wahała się w granicach 68 tys. do 81 tys. osób .


W latach obowiązywania zasadniczej służby wojskowej znaczna część stających do poboru korzystała z rozbudowanego systemu zwolnień i odroczeń.  W ostatnim roku poboru do wojska (w 2008 roku) na 280 tys. osób skorzystało z niego 200 tys.  Do służby zasadniczej miało trafić 75 tys.  poborowych.


Dla przykładu rozporządzenie  Rady Ministrów z 6 listopada 2007 roku w sprawie określenia liczby poborowych, którzy w 2008 roku  mogą być powołani do czynnej służby wojskowej określał górne limity powołania do:
1) zasadniczej służby wojskowej – do 75 000 poborowych;
2) na przeszkolenie wojskowe:
a) do 1 200 absolwentów uczelni,
b) do 3 600 studentów uczelni;
3) służby w formacjach uzbrojonych niewchodzących w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w oddziałach prewencji Policji – do 4 500 poborowych.

Należy wspomnieć, że wojsko powoływało w latach poprzednich również na potrzeby Straży Granicznej oraz Biura Ochrony Rządu.

W obowiązkowych formach  szkolenia widać ich różnorodność a  łączna liczba w 2008 roku to: do 79,8 tys. po przeszkoleniu wojskowym. Od grudnia 2008 roku do października 2010 roku wojsko w ogóle nie prowadziło naboru do jakiegokolwiek przeszkolenia wojskowego. Od 2010 roku  do dnia dzisiejszego corocznie jest to tylko ok. 5 tys. osób rocznie szkolonych w służbie przygotowawczej i praktycznie tylko na potrzeby szeregowych. Uwidacznia się zapaść w odtwarzaniu rezerw osobowych na potrzeby wojska. 

Sami wojskowi cicho przyznają, że jest w tym wszystkim jakiś problem. W „Rzeczpospolitej” w artykule „Wojny wygrywają rezerwiści” można przeczytać: "Mimo, że  na papierze  rezerwistów, w tym przeszkolonych w Polsce nie brakuje, stan zasobów czynnych jest daleki od ideału.(…). Tak rosną szeregi rezerwistów, którzy nigdy nie nosili munduru. Czy równie chętnie stawiliby się do zasadniczej służby? Wojskowi są zdania, że dla odmłodzenia i zdynamizowania rezerwy celowe jest przywrócenie w ograniczonym zakresie ochotniczej zasadniczej służby wojskowej". Decydujący może być jednak inny argument: zasadnicza służba wojskowa, także obowiązkowa, to szybki sposób na zwiększenie w razie kryzysu liczebności armii podczas pokoju.

Obecne ilości szkolonych w służbie przygotowawczej zabezpiecza na bieżąco niezbędne minimum naboru do NSR a następnie naturalne wykruszenia w korpusie szeregowych zawodowychKandydaci po służbie przygotowawczej, w wielu przypadkach znajdując zatrudnienie na rynku cywilnym, nie są już zainteresowani jakąkolwiek służbą wojskową.

NSR, to nie służba przygotowawcza


Po zawieszeniu poboru wprowadzono nowe formy służby wojskowej. W wyobrażeniu cywili jak i samych wojskowych wszystko jest pomieszane i oderwane od praktycznego spojrzenia. W teorii mamy służbę przygotowawczą na potrzeby szeregowych (do 4 miesięcy) odbywające się obecnie w centrach szkolenia. Z kolei szkoleniem na potrzeby podoficerów (do 5 miesięcy) mają zająć się szkoły podoficerskie, zaś na potrzeby oficerów (do 6 miesięcy) uczelnie wojskowe. Ponadto dla studentów jest specjalna oferta: na potrzeby podoficerów w dwóch okresach do 5 miesięcy, szkolenie realizowane na bazie szkół podoficerskich.


A jaka jest praktyka?


Od 2010 roku trwa nabór ochotników jedynie do służby przygotowawczej na potrzeby szeregowych (planowany limit w 2014 roku  to 5200 miejsc w trzech turnusach: styczeń – 1700, maj – 1500, wrzesień – 1500)  poprzez szkolenie w 8 centrach szkolenia. Średnio na 86 WKU przypada ok. 20 miejsc. Tymczasem  kandydatów jest kilkanaście razy więcej.


Natomiast od 2013 roku rozpoczęto nabór studentów do służby przygotowawczej na potrzeby podoficerów w dwóch okresach wakacyjnych obejmujących łącznie 5 miesięcy). W 2013 r. podobnie jak  w 2014 roku przewidziano nabór w ilości 220 miejsc dla studentów uczelni wyższych.


Należy podkreślić, że nabór do służby przygotowawczej na potrzeby podoficerów i oficerów w ogóle się nie odbywa.  W 2013 roku uproszczono procedurę naboru dla osób ubiegających się o przyjęcie, co w kręgach specjalistów wywołało niemałe zdziwienie.  Dlaczego? Z jednej strony wojsku zależy na promocji i pozyskiwaniu kandydatów do WKU, z drugiej zaś – na wstępie kandydat otrzymuje informację i decyzję, że nie ma miejsc(!!). Sytuacja jest paradoksalna. Kandydat, który składa wniosek jest zainteresowany przeszkoleniem już, albo w przeciągu kilku miesięcy. W ten sposób bardzo lekkomyślnie tracimy zasób osób gotowych do ochotniczego przeszkolenia wojskowego. W dobie kryzysu nie wykorzystuje się możliwości do przeszkolenia jak największej liczby ochotników, którzy mogą być przeznaczeni na przydział mobilizacyjny oraz zasilić także inne służby mundurowe, a przede wszystkim będą kształtować pozytywny wizerunek wojska w czasie, gdy wojsko staje się coraz bardziej hermetyczne  i izoluje się od społeczeństwa.


Zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku obrony RP, służba przygotowawcza jest podstawowym przeszkoleniem dla ochotnika w czasie pokoju na jego wniosek, i nic tam nie ma na temat NSR. W społeczeństwie i wojsku tak się to utrwaliło, że NSR to służba przygotowawcza, że ośrodki szkolenia nawet wydają świadectwo ukończenia „służby przygotowawczej na potrzeby Narodowych Sił Rezerwowych”. Jest to problem, bo ośrodki szkolenia mogą rocznie przeszkolić tylko ok. 8 tys. ochotników. Przypomnę, że podczas rozpoczęcia procesu szkolenia od połowy 2010 roku można było szkolić tych ochotników w wybranych jednostkach wojskowych, nie tylko i wyłącznie w ośmiu nowo powstałych Centrach Szkolenia. Taki wymuszony system powoduje dość mocne ograniczenia w przeszkoleniu ochotników, a jednostki wojskowe odwykły od szkolenia podstawowego i dawno nie słyszano tam przysięgi wojskowej. 

Ponadto to żaden specjalista. Trzymiesięczny okres szkolenia podstawowego  jest jednakowy we wszystkich ośrodkach. Szkolenie na potrzeby szeregowych odbywa się do 4 miesięcy, w rzeczywistości czasami jest to praktycznie 3,5 miesiąca. Na szkolenie specjalistyczne pozostaje niecały miesiąc. Nadawanie specjalności wojskowych (SW) odbywa się sztucznie, a utrwalenie i nabycie praktyki oraz ewentualnych kwalifikacji  miało nastąpić w trakcie kilkuletniego przebywania na kontrakcie w NSR. Rzeczywistość jest inna – jedynie kandydaci w specjalności kierowców C, C+E  w Grudziądzu oraz kierowca transportera opancerzonego (KTO) w Poznaniu, gdzie wymagane są uprawnienia kat. C,  posiadają takie uprawnienia z cywila. Szkolenie specjalistyczne (niecały miesiąc) kierowców w Grudziądzu to teoria: zasady eksploatacji pojazdów wojskowych.

Większość z tych kandydatów, już po odbyciu służby przygotowawczej w przeciągu roku czy dwóch i zaliczeniu pierwszych ćwiczeń rotacyjnych w NSR jest powoływana do służby zawodowej. Moim zdaniem szkolenie podstawowe w prostych specjalnościach powinny realizować jednostki wojskowe. Natomiast szkolenie specjalistyczne kandydatów z konkretnymi kwalifikacjami powinno odbywać się w centrach szkolenia, a w następnej kolejności zdobywanie kwalifikacji przydatnych w wojsku żołnierzom NSR na przydziałach kryzysowych podczas ćwiczeń rotacyjnych. Natomiast nadawanie specjalności wojskowych (SW), powinno być zgodne z faktycznym szkoleniem, albo zgodnie z posiadanymi  uprawnieniami i kwalifikacjami z cywila. Dochodzi do takich sytuacji, że kandydat ma SW, co faktycznie  odbiega od rzeczywistości, wprowadza to w błąd przedstawicieli jednostek wojskowych w przypadku powoływania do służby zawodowej. Obecnie kandydat po służbie przygotowawczej to półprodukt specjalisty nowego systemu szkolenia nie do porównania z kandydatem po zasadniczej służbie wojskowej.

Wspomnę o jeszcze innym przypadku, jak dobrze pamiętam, były dwie próby powoływania  do służby przygotowawczej na potrzeby szeregowych ratowników medycznych do centrów szkolenia w śladowych ilościach. Jaki jest sens kierowania w trakcje szkolenia ratownika medycznego, który ma szkołę i uprawnienia do pracy w państwowej służbie zdrowa na dwa tygodnie do Wojskowego Centrum Kształcenia Medycznego w Łodzi, aby uzyskał zaświadczenie o ukończeniu szkolenia w zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy i uzyskania tytułu ratownika?

Jeden z przykładów braku dostępności  do ochotniczego przeszkolenia. Na łamach „Polski Zbrojnej” Naval  w artykule pt. „Selekcje – dajmy szansę cywilom” opisuje jaki jest problem z rekrutacją do wojsk specjalnych:  Czytam wiele e-maili od osób, które chciałyby dostać się do jednostek specjalnych, a obecne przepisy ich blokują. Żeby nie być gołosłownym, zacytuję jeden z listów. „No i to jest dramat. Dlaczego nie można, jak w USA, przyjść do jakiejkolwiek jednostki z cywila i spróbować swoich sił? Chcesz być SEAL'S, Delta Force czy Rangersem – proszę bardzo. Liczą się predyspozycje psychiczne i fizyczne. Nic więcej”.


To paranoja, że do wojska przyjmowani są jedynie ci, którzy odbyli kiedyś zasadniczą służbę lub są w NSR. A marnowany jest potencjał wielu młodych ludzi, którzy takich doświadczeń nie mieli okazji zdobyć..


 No i znowu mamy worek ziemniaków, czyli NSR. Wyjaśniam: aby zostać żołnierzem zawodowym trzeba być żołnierzem rezerwy. Zgodnie z definicją żołnierz rezerwy  to osoba, która odbyła służbę wojskową i złożyła przysięgę, czyli kiedyś to była zasadnicza służba wojskowa lub inna forma przeszkolenia  wojskowego, a obecnie jest to tylko służba przygotowawcza.


Oferta służby w NSR skierowana jest do osób po odbytej służbie wojskowej. W korpusie szeregowych rekrutuje się osoby po zasadniczej służbie wojskowej oraz po służbie przygotowawczej i jest to służba typowo okresowa na przydziale kryzysowym po zawarciu kontraktu z wybraną jednostką wojskową, gdzie zgodnie z planem żołnierz rezerwy odbywa ćwiczenia rotacyjne do 30 dni w roku kalendarzowym. Tak więc żołnierz w służbie przygotowawczej jest cały czas potencjalnym kandydatem, który na 30 dni przed zakończeniem przeszkolenia może złożyć wniosek, ale nie musi, do NSR. W przypadku złożenia takiej deklaracji  3 dni przed zakończeniem szkolenia, może zawrzeć kontrakt z wybraną jednostką, na podstawie którego WKU wystawia kartę przydziału kryzysowego.


Jeśli żołnierz nie jest zainteresowany, zwalnia się go do rezerwy i na tym się kończy jego przygoda z wojskiem. A gdy przemyśli i nabierze przekonania, bo zamierza zostać żołnierzem zawodowym to i tak przyjdzie po czasie do WKU złożyć wniosek do NSR. Zgodnie z drogą, jaka się ukształtowała – „Narodowe Siły Rezerwowe  –  przepustka do zawodowej służby wojskowej” .

Inny przykład tego problemu. W artykule zamieszczonym w DGP „Czas na Gwardię Narodową po polsku”, gen. dyw. dr hab. Bogusław Pacek stwierdza: „Dowódcy uznają, że szkoleniem przygotowawczym NSR powinny się zająć wojskowe centra szkoleniowe".  Po pierwsze dowódcom jest na rękę takie rozwiązanie, bo problem z głowy. Po drugie, tak naprawdę do końca nie zdają sobie chyba sprawy, jak to szkolenie wygląda i kogo później przyjmują do służby na żołnierza zawodowego.

Narodowe Siły Rezerwowe


Nabór do tej formy służby w korpusie szeregowych realizowany jest dwutorowo i praktycznie po równo jest tam żołnierzy rezerwy po odbytej służbie przygotowawczej, jak i po zasadniczej służbie wojskowej. Korpus podoficerów, jak i oficerów uzupełnia się tylko i wyłącznie żołnierzami rezerwy, w tym są byli żołnierze zawodowi.
 

W momencie wdrażania NSR przyjęto błędne założenia, które były z góry skazane na niepowodzenie. Należy do nich zaliczyć:

  • zwlekanie z rozpoczęciem naboru do służby przygotowawczej;
  •  rozpoczęcie naboru w okresie lipiec-sierpień,  czyli w okresie urlopowym;
  •  założenie, że w ciągu pół roku do końca 2010 roku osiągnie się połowę stanu,  czyli 10 tys.;
  •  przyjęcie założenia, że jednym z głównych źródeł do NSR będą byli żołnierze zawodowi;
  •  trwająca reforma WKU, w wyniku której ze 123 WKU od stycznia 2011 roku pozostało tylko 86 WKU .


Miało być 20 tys., ale pomimo, że od 1 lipca 2010 roku żołnierze rezerwy  ochotniczo złożyli ponad 34 tys. wniosków o powołanie do NSR, to docelowego poziomu 20 tys. żołnierzy nie udało się osiągnąć. Z danych liczbowych widać, że WKU bardzo dobrze wypełniło swój obowiązek


Śledząc zmiany, które niebawem mają pojawić się w nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP mam obawy, że one w żadnym wypadku nie pomogą w rekrutacji i uzupełnianiu żołnierzy rezerwy do NSR. Nie tknięto w ogóle istoty problemu rekrutacji, czyli zmiany są czysto kosmetyczne, wprowadzające uproszczenia dla tych, co podpisali kontrakty i dla pracodawców, za to zwiększono obowiązki WKU. Przecież to pracodawca jest odpowiedzialny za stan zatrudnienia w swojej firmie.


Mało realne jest to, aby wojewódzkie i powiatowe urzędy pracy, pomimo dużego bezrobocia, odpowiadały za to, że pracodawcy nie mają obsadzonych wszystkich stanowisk pracy. Tak samo trudno sobie wyobrazić, aby szef WSzW i komendanci WKU odpowiadali za uzupełnienie ochotnikami stanowisk NSR w jednostkach wojskowych. Skoro sami dowódcy nie są tym zainteresowani,  a ponadto mają oni te same narzędzia do promocji i rekrutacji co WKU.  A  przede wszystkim swoich żołnierzy NSR, o których powinni zadbać, aby przyszli następni.


Artur Kolski

Foto: Archiwum 2 BZ, CSWChiI, CSMW, CSWŁiI

Część 1:  Rynek pracy i inne czynniki >>>

Część 2:  Nasza armia oraz szkolnictwo wojskowe >>>

Cześć 3:  Ile i kogo wojsko szkoli, czyli fakty i mity   >>>

Cześć 4:  Ochotnik i "patriota" w czasie pokoju >>>

Wersja do pobrania >>>

 

Czytany 606 razy Ostatnio zmieniany piątek, 18 grudzień 2015 08:53

Overall Rating (0)

0 out of 5 stars
Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy