reklama
czwartek, 01 październik 2015 09:14

Analiza: Rynek cywilny a przyszłe szeregi wojska[4]

Napisane przez Artur Kolski
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Część 4:  ochotnik, " patriota"  w czasie pokoju

 

Od red. Prezentujemy w częściach nadesłaną do redakcji analizę cywilnego rynku pracy  i wpływu na przyszłe szeregi wojska.  Publikacja jest obszerna i została podzielona na cztery spójne części.  Ponadto analiza w wersji do pobrania zawiera 86 przypisów


Nasz patriotyzm


Niedawno na łamach „Rzeczpospolitej”  przedstawiono wyniki sondażu instytutu Homo Homini z którego wynika, że ponad 40 proc. Polaków nie poświęciłoby niczego dla dzisiejszej Polski. Wspomniana ankieta stała się przyczynkiem do dyskusji nad kryzysem patriotyzmu w Polsce.  Jedynie 19 proc. respondentów oddałoby dla ojczyzny życie lub zdrowie, zaś 17 proc. majątek. W wyniku wielkiej batalii w prasie na temat naszego patriotyzmu, tak naprawdę wyrasta nowe pokolenie „pseudopatriotów”.


Wojsko w wyniku przeobrażeń, zawieszenia służby zasadniczej i przejścia na armię zawodową od połowy 2009 roku diametralnie zaczęło się izolować od społeczeństwa poprzez brak przepływu zasobu ludzkiego do i na zewnątrz swoich struktur. To przede wszystkim żołnierz służby zasadniczej kształtował środowisko cywilne  a służba wojskowa była prawdziwą szkołą patriotyzmu.


Dla przypomnienia, a dla tych co nie wiedzą przytaczam informację, że już w latach przedwojennych, od 1922 roku w wojsku wprowadzono eksterytorialny system wcielenia, polegający na tym, że poborowych z terenów Polski Zachodniej i Centralnej wcielano do jednostek wojskowych stacjonujących we wschodnich garnizonach, i odwrotnie. Natomiast w Polsce powojennej z zachodu na wschód, z południa na północ i na odwrót. Tego rodzaju rozwiązanie miało na celu umożliwić poborowym poznanie kraju, jego kultury oraz tej części Polski, na których przyszło im pełnić służbę wojskową.


Każdy z nas ma silne poczucie więzi i przywiązania do własnych korzeni, przynależności do małej społeczności i  lokalnego patriotyzmu. W przypadku służby wojskowej chyba nie bez znaczenia była rozłąka z rodziną i „ małą ojczyzną”, po to, by zrozumieć „dużą Ojczyznę”.


 

Warto przypomnieć, że zasadnicza służba wojskowa była przez większość Polaków traktowana  jak zło konieczne, niechciana, nielubiana. Powszechny pobór uczył też kombinatorstwa, aby uniknąć służby, mężczyźni szukali wszelkich sposobów na uzyskanie kategorii, która nie kwalifikowała ich do służby w czasie pokoju. Przez to kwitła korupcja wśród lekarzy oraz osób zatrudnionych w administracji wojskowej. Z powszechną w latach 90-tych "falą" armia powoli sobie poradziła, wezwanie do odbycia służby w jednostce wojskowej zwykle komplikowało wiele życiowych planów.


Doskonałym przykładem kombinatorstwa i zmiany kategorii zdrowa na D (niezdolny do służby w czasie pokoju), a w tej chwili widać tego skutki jak to się wszystko przeciw nim obróciło, jest artykuł zamieszczony na portalu-mundurowym.pl pt. „Zdolny czy niezdolny do służby wojskowej, czyli paradoksy prawne”.  Nie będę omawiał tylko dodam, że osoby,  wobec których faktycznie zdarzył się błąd w diagnozie, w takich wypadkach komisje lekarskie powinny weryfikować orzeczenia, zwłaszcza że  medycyna idzie do przodu. To administracja wojskowa  musi  się tłumaczyć wobec niektórych rozjuszonych interesantów – i nie tylko w tym przypadku – dlaczego? Bo wojsko zamknęło skutecznie drogę do weryfikacji ostatecznego orzeczenia komisji lekarskiej. W takich nieprzyjemnych sytuacjach najlepiej przyjąć taktykę Kaszpirowskiego z jego magnetycznym wzrokiem – adin, dwa, tri, czetyrie...


Przywracając pobór, narażamy się i tak na fiasko, bo po jakimś czasie odżyją wspomnienia  i dyskusja, przez co powróci też opór społeczeństwa do tej formy służby wojskowej. Pobór niech zostanie domeną i instrumentem w rękach Prezydenta RP, który go może przywrócić w razie zbliżającego się realnego zagrożenia i wojny.


Żeby zakończyć dyskusję o przywróceniu zasadniczej służby wojskowej, otwórzmy drogę dla ochotników: chcesz do woja to chodź, ciekaw jestem ilu krzykaczy z fanpage na facebooku założy wtedy wojskowe kamasze. A politycy skończyliby wymyślać niestworzone nowe formy służby.


Dla każdego chętnego nawet magistra, doktora czy samego profesora, który nie posiada kwalifikacji przydatnych w wojsku powinno się znaleźć miejsce do przeszkolenia, chociażby na strzelca.


Powszechny obowiązek    

  
Ustawa o powszechnym obowiązku obrony RP jest nie precyzyjna, bo z jednej strony mówi się w niej o obowiązku, z drugiej zaś – o ochotnikach. W przyszłości należałoby wprowadzić mechanizm wymuszający do ochotniczego przeszkolenia nie tylko na potrzeby wojska, ale także innych służb mundurowych. Takie przejście przeszkolenia umożliwi zapoznanie przyszłych kandydatów ze specyfiką wojska np. pozna elementy musztry, zasady obchodzenia się z bronią i wiele innych podstaw. Obecnie wszystkie służby mundurowe posiadają rozległy, indywidualny system szkolenia na własne potrzeby kandydatów ze środowiska cywilnego, co przy wdrożeniu takiego systemu skróciłoby ich szkolenie.Przeszkolenie zabezpieczy w przyszłości dopływ kandydatów  do służb mundurowych poprzez wojsko. Takie rozwiązanie na przyszłość zabezpieczy obowiązek nadawania przydziałów mobilizacyjnych na czas wojny osobom po przeszkoleniu wojskowym. Tylko jak w przyszłości, przy ożywieniu gospodarczym, skłonić ochotnika do pójścia w wojskowe kamasze? 

Niemcy werbują młodych Polaków 

Przykładem obecnego borykania się z problemami rekrutacyjnymi są Niemcy. Pomimo, że w Niemczech zarabia się o wiele lepiej oraz widoczny jest lepszy poziom życia, o tym przeciętnego polskiego Kowalskiego nie trzeba przekonywać,  nieporównywalny do polskich realiów. Wraz z luksusem i podnoszeniem jakości życia przedstawione poniżej problemy wcześniej czy później zaistnieją w Polsce. Trzeba też mieć świadomość, jak wygląda niemiecka wojskowa promocja dla młodych. Są to wysoce mobilne centra promocyjne, które w okresie letnim objeżdżają wielkie skupiska ludzi   jak kurorty i ośrodki wypoczynkowe. Przewidywany postój promocyjny to kilka dni, podczas którego z  ogromnego kontenerowca wyłania się centrum multimedialne z pokazem sprzętu wojskowego i umundurowania, gdzie przygotowani żołnierze udzielają informacji i bezpośrednio rekrutują do Bundeswehry.

Porażający deficyt kadry w niemieckiej policji – donosi portal Onet.pl. Powodem tak szeroko zakrojonej rekrutacji jest "jakość kandydatów" – mówi rektor wyższej szkoły policyjnej w branderburskim Oranienburgu. Swoją ofertę kieruje do bardzo konkretnej grupy absolwentów w Polsce. Docelowym obszarem późniejszej służby polskich funkcjonariuszy miałoby być polsko-niemieckie pogranicze. (…). W tym celu nawiązał kontakty ze szkołami w rejonie przygranicznym, gdzie uczniowie uczą się niemieckiego i zaprasza młodzież do Oranienburga. Z sukcesem. Pierwsza grupa potencjalnych adeptów odwiedzi niemiecką uczelnię na początku marca .


W 2013 roku do służby w Bundeswehrze przyjęto prawie 20 tys. ochotników, ale już po pierwszych sześciu miesiącach prawie 25 proc. zrezygnowało z wojska. Z badań przeprowadzonych wśród zwolnionych w owym czasie wynika, że blisko 60 proc. młodych znalazło lepsze zajęcie, albo nie widzą dla siebie przyszłości w wojsku.

 Człowiek  jako główny instrument bezpieczeństwa państwa


Póki nie będzie rzeczywistej dostępności dla ochotnika do przeszkolenia  wojskowego, tak długo będzie dyskusja o przywróceniu zasadniczej służby wojskowej. Rząd zajmując się priorytetowo modernizacją wojska oraz  trwająca  wiecznie reformą struktur wojska, zapomina o najważniejszym – ludziach (w mundurach, co służą i tych, co próbują go założyć), bez których nie sposób się obyć. Każdy obywatel, który ochotniczo chcąc odbyć przeszkolenie wojskowe powinien mieć to zagwarantowane przez Państwo. System jest, tylko wypaczony, bo podobno tylko na potrzeby NSR,  wystarczający aby przez 4 miesiące rekrut poznał podstawy i ocenił swoje predyspozycje oraz zrewidował swoją ocenę dalszej służby w wojsku. Trzeba zastosować naturalny przesiew, a nie sztuczny. W tej chwili wygląda to tak, jak z ochotnika zrobić niewolnika, czyli jak kandydata po służbie przygotowawczej związać z NSR. Efektem takiej polityki jest niemiłosierna rotacja kandydatów na przydziałach kryzysowych. Nie tędy droga.


 

Wyobraźmy sobie jak to funkcjonuje: wojsko postawiło dwie bramy z uchylonymi furtkami a pośrodku przystanek – NSR, pierwsza furtka do służby przygotowawczej, czyli dla osób bez przeszkolenia wojskowego,  druga furtka do służby zawodowej dla tych, co odbyli przeszkolenie. W ten sposób  stworzono wąskie gardło, przez które przeciskają się nieliczni.Na etapie przeszkolenia nie powinno się robić ograniczeń i głosić hasło: wybieramy najlepszych. Taka forma szkolenia zawsze służyła odtwarzaniu rezerw osobowych. Dopiero z takich przeszkolonych zasobów można czerpać tych najlepszych do zawodowej służby wojskowej, więc aby wybrać, trzeba mieć z czego.


Dlatego wojska specjalne, powietrznodesantowe oraz Batalion Reprezentacyjny WP mają taki problem ze znalezieniem odpowiedniego rekruta, bo już na etapie wstępnym jest blokada – limit, a tych co przeszli przez służbę przygotowawczą jest za mało i z reguły musi się zaraz po przeszkoleniu związać z NSR. Ponadto kandydat sam ocenia swoje predyspozycje i wybiera jednostkę wojskową,  a ta ma swoją specyfikę, duże wymagania fizyczne oraz swoiste kryteria doboru. Nawet jak znajdzie się kandydat,  to w dalszej kolejności może nie przejść procedury badań psychologicznych i zdrowotnych na wojskowej komisji lekarskiej. W ten sposób sito i selekcja robi swoje, po przesiewie z małej garstki chętnych może nic nie zostać.


Niezrozumiała polityka w dobie kryzysu i chwilowej miłości do wojska młodych ludzi poszukujących pracy nie przekłada się na możliwość jak największego przeszkolenia ochotników i tym samym zasilenia rezerw osobowych na czas wojny. Wojsko nie nabiera wiatru w żagle, a zapasy przeszkolone i gotowe pod broń ciągle topnieją.


Niebawem ostatni żołnierz po zasadniczej służbie wojskowej osiągnie 30 lat, a wojsko przewiduje, że w 2017 roku na obowiązkowe przeszkolenie wezwie 27 tys. rezerwistów. W takim tempie, odtwarzania rezerw osobowych, może się okazać, że za 10 lat będziemy zmuszeni ściągać rezerwistów z Ukrainy, tak jak lekarzy w Ghazni. Tak naprawdę jeszcze większość myśli, że wiecznie wojsko będzie oblegane przez ochotników. Kryzys się w końcu skończy i jak będzie praca, młodzi się odwrócą od służb mundurowych i nie lada wysiłku będzie trzeba, aby ich z powrotem przyciągnąć. W przyszłości będziemy zmuszeni do zmierzenia się z nowymi problemami. Jedynie administracja wojskowa w terenie, czy w obiekcie WKU prowadzi swoją lokalną promocję i w bezpośrednim  kontakcie rekrutuje do wojska. Na pewno w przyszłości  takimi narzędziami jakie obecnie posiada: namiot „Wojsko Polskie” i wiecznie brakujące materiały promocyjne, nie podoła nowym wyzwaniom promocyjno-rekrutacyjnym. Jedna z głównych przeszkód  to brak mobilności, wyposażenie administracji wojskowej w samochód do promocji, w terenie częściowo to by rozwiązało problem.


Deficytowe zawody i kwalifikacje, które obecnie są poszukiwane na cywilnym rynku pracy z podwójną siłą w przyszłości uderzą w szeregi wojska.  Jak oceniają specjaliści za sześć lat koniec z bezrobociem.


MON rozpoczął priorytetowe zadania Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP, przewidując wydać na ten cel w latach 2014-2022  ponad 90 miliardów złotych. W tak długim okresie można się spodziewać wielu korekt i zbaczania z obranego kursu. Z ludźmi bywa różnie, to nie maszyny. Oby nie tak jak w przypadku Ukrainy, że nikt tego nie przewidział. Gdy scenariusz ten się sprawdzi, pierwszym ratowaniem tonącego statku będzie  wzrost  uposażeń.

Artur Kolski
Foto: Archiwum CSWIiCh, CSWŁiI

Część 1:  Rynek pracy i inne czynniki >>>

Część 2:  Nasza armia oraz szkolnictwo wojskowe >>>

Cześć 3:  Ile i kogo wojsko szkoli, czyli fakty i mity   >>>

Cześć 4:  Ochotnik i "patriota" w czasie pokoju >>>

Wersja do pobrania >>>

 


 

Czytany 365 razy Ostatnio zmieniany piątek, 18 grudzień 2015 08:52

Overall Rating (0)

0 out of 5 stars
Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy