reklama
czwartek, 01 październik 2015 12:12

Analiza z przypisami

Napisane przez Artur Kolski
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Analiza: Cywilny rynek pracy a przyszłe szeregi wojska [12 3 4]

 

Od red. Prezentujemy w częściach nadesłaną do redakcji analizę cywilnego rynku pracy  i wpływu na przyszłe szeregi wojska.  Publikacja jest obszerna  i została podzielona na cztery spójne części, które udostępnimy na portalu w dniach: 26, 27, 29 maja oraz 2 czerwca).  Ponadto analiza w wersji do pobrania zawiera  86 przypisów. 

 

Część1 – Rynek pracy i inne czynniki

Nadchodzą chude lata dla służb mundurowych.  Ożywienie w gospodarce spowoduje, że za kilka lat pojawią się widoczne  skutki  braku atrakcyjności służby. A co robi wojsko? Wpada w skrajność. Obecnie cywil, aby zostać żołnierzem – poza jednym przypadkiem – pozostaje szeregowym albo oficerem.  Jak był pobór, wiecznie było mało i mało rekruta, a teraz, o dziwo jest go pod dostatkiem, tylko że dla wszystkich ochotników brak miejsc. Przez to wąskie gardło przepychają się nieliczni. Tak powstaje nowa armia wybrańców. O co tu chodzi?


Obecnie polska armia postrzegana jest jako stabilny pracodawca, ale jak niewiele trzeba, aby sytuacja się zmieniła. Nowe regulacje spowodowały, że od 2013 roku emerytura przysługuje żołnierzowi zwolnionemu z zawodowej służby wojskowej, który w dniu zwolnienia posiada ukończone 55 lat życia i co najmniej 25 lat służby wojskowej w Wojsku Polskim. Prezydent  podpisał ustawę zrównującą zasiłki chorobowe służb mundurowych, która wejdzie w życie z dniem 1 czerwca br.  Żołnierze, policjanci, strażacy, pogranicznicy, więziennicy oraz funkcjonariusze służb specjalnych i BOR dostaną 80 proc. zasiłek, a nie tak, jak dotąd 100 proc.


Wszystkie te niekorzystne działania mogą w niedalekiej przyszłości spowodować, przy ożywieniu gospodarczym, że służby mundurowe będą postrzegane, jako mało atrakcyjny pracodawca na rynku pracy. Paradoksalnie, wychodzenie państwa z kryzysu spowoduje mniejsze zainteresowanie młodych ludzi służbą w mundurze, która wymusza wysokie samozdyscyplinowanie i rygor. Nowe, wyrastające pokolenie nie lubi dyscypliny i karności, ten problem zaistnieje w koszarach.

 

Sygnały ożywienia gospodarczego 


Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde wyraziła nadzieję, że po "siedmiu chudych latach", rok 2014 będzie dla światowej gospodarki początkiem siedmiu lat tłustych.
[1] 

Brytyjska firma analityczna Capital Economics przewiduje, że dla Polski wzrost gospodarczy na poziomie 3-4

proc. rocznie do końca tej dekady[2],   nie powinien być problemem.


Jak donosi „The Economist" w ostatnim raporcie o Polsce z 10 marca 2014 r. OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), aby możliwy był szybszy wzrost Polski, potrzebnych jest więcej reform. Raport podkreśla, że pomimo wyraźnego postępu, udział w rynku pracy nadal pozostaje ograniczony. Ten problem będzie się w Polsce pogłębiał, ponieważ kurczy się liczba ludności w wieku produkcyjnym. Polski przyrost naturalny jest niski, a emigracja, szczególnie wśród młodych i wykształconych, pozostaje wysoka.
[3] 

Niż demograficzny


Niż demograficzny widać na przykładzie wojska. Do ostatniego poboru w 2008 roku wezwano 280 tys. osób, w 2013 do kwalifikacji wojskowej wezwano już tylko 234 tys.
[4]  I tendencja ta jest ciągle zniżkująca.


Zgodnie z prognozą ONZ
[5], najważniejszym wyzwaniem dla kraju w najbliższych 20-30 latach będzie nadchodząca katastrofa demograficzna. Ludność Polski szybko się zestarzeje, a przez to liczba mieszkańców naszego kraju obniży się w 2060 roku do 32 mln, a do 2100 roku być może nawet do 16 mln, jeżeli nie zahamujemy tego procesu. A na razie nic na to nie wskazuje.


Emigracja


 „Dziennik Gazeta Prawna" podaje
[6],  że Polskę w 2013 roku mogło opuścić nawet ponad pół miliona obywateli. Po wielu latach przebywania za granicą, ci którzy wyjechali, ściągają do siebie rodziny i dzieci. Jest to druga widoczna fala wyjazdów za granicę po wielkim exodusie w latach 2006-2007. Za granicą przebywać może już ponad 2,5 mln Polaków. Imigranci napędzają gospodarki innych krajów, np. Wielkiej Brytanii czy Niemiec, które do nie dawna borykały się z niżem demograficznym  i starzeniem społeczeństwa. Z najnowszych badań, które Instytut Millward Brown przeprowadził na zlecenie Work Service wynika, że jedynie 17 na 100 Polaków nie rozważa emigracji.[7] Ci, którzy wyjechali, ciągną drugich. Praca w Polsce przestaje być już podstawowym wyborem.

Lekarze


Z danych OECD wynika, że na 1000 osób przypada 2,2 lekarza, co plasuje nas na 4. miejscu od końca. Wśród 34 państw należących do tej organizacji gorzej jest tylko w Korei Płd., Turcji i Chile. Problemem jest przede wszystkim brak miejsc na uczelniach kształcących medyków.
[8] Z wyliczeń wynika, że rocznie studia powinno rozpoczynać 5 tys. osób. Limit na rok 2013/2014 wynosił 3165 miejsc[9]. Eksperci ostrzegają, za 10 lat Polska będzie musiała sprowadzać lekarzy z zagranicy. Już dwie trzecie medyków ma powyżej 45 lat.


Od 2004 r. za granicę mogło wyjechać nawet 6 tys. medyków. To jeden z powodów narastającego ich deficytu w Polsce. Szacuje się, że jest ich o 10-15 proc. za mało.
[10]

 

Inne czynniki to wpływ wielkich korporacji. Starzy nie chcą uczyć młodych, co uwidacznia się np. tym, że mamy wielu okulistów, którzy wypiszą receptę, ale brak już specjalisty, który wykona zabieg.


W Polsce mamy zaledwie 400 patomorfologów
[11], którzy codziennie diagnozują raka (rocznie jest diagnozowanych 140 tys. pacjentów z nowotworami).


Wykształcenie lekarza to długi i kosztowny proces. W Polsce medycynę studiuje się sześć lat, później odbywa się roczny staż podyplomowy, po którym lekarz dostaje prawo wykonywania zawodu. Ale przepustką do zawodowej samodzielności jest specjalizacja np. żeby zostać chirurgiem, trzeba się uczyć przez kolejnych sześć lat i zdać trudny egzamin.


Pielęgniarki są coraz starsze


Liczba pielęgniarek systematycznie maleje, obecnie jest ich 247 tys.
[12] W 2013 roku szkoły pielęgniarskie skończyło ponad 700 osób. Pielęgniarek zbliżających się do wieku emerytalnego jest prawie 7 tys., ale tych najmłodszych niewiele ponad 700. Średni wiek pielęgniarki to 47 lat. Przy niskich zarobkach ok. 2 tys. zł na rękę ten zawód stał się bardzo mało atrakcyjny. Znaczna część pielęgniarek wybiera pracę zagranicą.


1 stycznia 2014 roku weszła w życie dyrektywa 2005/36/WE o uznawaniu kwalifikacji zawodowych. Pozwala ona już nie tylko pielęgniarkom z dyplomem magistra, ale także absolwentkom liceów medycznych pracować legalnie w innych krajach UE. Do tej pory Unia Europejska uznawała kwalifikacje tylko tych pielęgniarek, które skończyły studia drugiego stopnia.
[13]


Pod względem liczby pielęgniarek i położnych, jaka przypada na tysiąc mieszkańców, Polska ze wskaźnikiem 7,3 zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie, gdzie średnio na tysiąc mieszkańców przypada 10-12 pielęgniarek.
[14] Według prognoz w 2020 roku w kraju liczba zarejestrowanych pielęgniarek i położnych zmniejszy się o ponad 20 tys. Przewidywania są takie, że za 7 lat[15]  rynek mocno odczuje brak tego personelu. Trzeba nadmienić, że system kształcenia od niedawna się zmienił i nie ma już kształcenia 2 letniego, aby zostać pielęgniarką lub ratownikiem medycznym należy ukończyć studia trzyletnie.

 

Kierowcy i prawo jazdy


19 stycznia 2013 roku weszła w życie nowela ustawy o kierujących pojazdami, która wprowadziła m.in. nowe kategorie prawa jazdy, nowy system egzaminów oraz elektroniczny obieg dokumentów.

 

Po roku funkcjonowania nowych zasad w niektórych ośrodkach egzaminacyjnych chętnych jest tak mało, że teorię i praktykę można zdawać w dniu zapisu. Przedstawiciele wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego (WORD) oraz szkół jazdy przyznają, że takiego kryzysu w branży nie było jeszcze nigdy w historii. W efekcie pracę tracą i egzaminatorzy, i instruktorzy.  O przetrwanie walczą też ośrodki szkolenia kierowców – w całym kraju jest ich ok. 9 tys.[16]   Ponadto nowych kursantów odstręcza na egzaminie teoretycznym  baza pytań która spuchła do 3 tys. W tej chwili zmieniła się zależność: łatwiej zdać praktykę od teorii.  W naszym kraju tylko co trzeci kursant zdaje pozytywnie egzamin na prawo jazdy. A ilu jest takich, co 10 razy podchodzi? Branża o wiecznie zmieniających się przepisach jest najbardziej narażona na korupcję egzaminatorów, instruktorów i właścicieli szkół jazdy. Taki system spowoduje, że w przyszłości kierowców będzie mniej, ale za to, podobno, będą znacznie lepiej wyszkoleni. W trakcie zmian w prawie egzaminów podniesiony został wiek uzyskania

uprawnień kierowcy na prawo jazdy kat. „C” i „CE” od 21 lat oraz  „D” od 24 lat.

Sytuacja ta powoduje wzrost ilości młodych ludzi zniechęconych uzyskiwaniem jakichkolwiek uprawnień.  Niektórzy już zastanawiają się, jak wyjechać i zrobić uprawnienia za granicą, a później wyrobić polski dokument.



 

Nowe pokolenie – Instant[17]


Ten problem nie jest znany wśród trzydziesto i czterdziestolatków. Nowy wyrastający problem 
to dwudziestolatkowie urodzeni z komórką w ręku, którzy muszą mieć  natychmiast wszystko. Oczekiwania w pracy co do zarobków są duże i nie skierowane na zdobycie doświadczenia, tylko większych bonusów – najlepiej jak pracownik z wieloletnią wysługą. Wszelkie nakazy i zakazy będą obchodzone, wszelkie normy i reguły odbierają jako zamach na ich wolności. Dyrektorzy firm, stykający się z problemem, zastanawiają

się, czy tym młodym ludziom będzie można zaufać.
 

Problem rozwoju cywilizacyjnego – otyłość[18]


Obecnie mały, lecz narastający problem, w przyszłości będzie problemem ludzi w wieku produkcyjnym – otyłość. Z danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 2012 roku wynika polskie nastolatki są w czołówce najbardziej otyłych - aż 29 proc. 11-latków ma nadwagę. Wśród starszych roczników odsetek otyłych maleje. Na 39 badanych krajów Europy i Ameryki Północnej gorzej pod tym względem jest tylko w przypadku 11-latków z USA, Grecji, Portugalii, Irlandii, Kanady i Hiszpanii. W badaniach wzięło udział 207 tys. 11-, 13- i 15-latków. WHO

takie badania przeprowadza co 4 lata, nigdy nie wypadliśmy tak źle.
 

Brak fachowców z zawodem


Od początku lat 90. szkolnictwo zawodowe i techniczne popadło w kryzys. Drastycznie spadała liczba uczniów. Samorządom to odpowiadało, bo kształcenie ogólne jest tańsze niż zawodowe.


Proporcje typów szkół ponadgimnazjalnych (a wcześniej w ponadpodstawowych) zmieniły się w model 80:20, czyli taki, w którym 80 proc. młodych Polaków zdobywało wykształcenie średnie, zaś tylko 20 proc. kończyło szkoły zawodowe. W rozwiniętych gospodarczo państwach Europy dominuje model odwrotny.
[19] Okazuje się właśnie, że bez matury można nieraz zarobić znacznie więcej. Kluczem do stabilnej sytuacji finansowej na rynku pracy jest fach w ręku, czyli pewne praktyczne umiejętności, które można nabyć w szkołach zawodowych czy na specjalnych kursach. Kierowca, taksówkarz, kucharz, fryzjer, krawiec, szewc, piekarz, ekspedientka, robotnik budowlany, ślusarz, dekarz, mechanik samochodowy, kosmetyczka, masażysta – to tylko niektóre spośród zawodów, które można wykonywać bez matury.[20]

  
Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że w całym kraju samorządy podjęły w tym roku 167 uchwał intencyjnych o zamiarze likwidacji szkół dla dzieci i młodzieży: 67 uchwał dotyczy szkół podstawowych, 16 - gimnazjów, a 84 - szkół ponadgimnazjalnych.
[21]To mniej niż w latach ubiegłych.


W 2013 roku samorządy w całym kraju podjęły uchwały intencyjne wobec 259 takich szkół, a w 2012 roku wobec 727 placówek oświatowych.


Raport Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE) podaje, że w latach 2007-2012 gminy zlikwidowały prawie 1000 szkół podstawowych
[22], w roku szkolnym 2012/2013 funkcjonowało ponad 12  tys. szkół podstawowych. W ciągu pięciu analizowanych lat liczba uczniów szkół podstawowych zmalała o ponad  9 proc., a liczba uczniów gimnazjów o ponad 20 proc.


Po blisko dwóch dekadach w Polsce okazało się, że tłumy magistrów są na rynku pracy zbędne. Za to mamy poważne deficyty fachowców z wykształceniem technicznym. Jak wynika z danych resortu pracy, co dziewiąty bezrobotny zarejestrowany w urzędzie ma wyższe wykształcenie. Na dwóch absolwentów studiów przypada tylko jedna osoba z wykształceniem technicznym lub zawodowym. Żadna gospodarka nie jest w stanie szybko wchłonąć tak dużej liczby osób po studiach.
[23] W efekcie osoby z wyższym wykształceniem chwytają się jakiejkolwiek pracy, tym samym podnosząc poprzeczkę dla innych kandydatów, jeśli chodzi o kwalifikacje.


Eksperci przekonują, że bezrobotny magister to przede wszystkim efekt boomu edukacyjnego z ostatnich kilkunastu lat, obniżenia jakości kształcenia i inflacji dyplomu. Zaledwie 14 lat temu dyplom wyższej uczelni miało 2 mln Polaków. Dzisiaj jest to 6 mln.
[24] Wobec tego, że bezrobocie rośnie, to wśród osób bez zajęcia przybywa również absolwentów szkół wyższych. Rynek pracy nasycony jest pedagogami, socjologami oraz absolwentami filologii, marketingu czy zarządzania, a tymczasem brakuje coraz bardziej wykwalifikowanych specjalistów po szkołach zawodowych. Dużo osób nadal studiuje na kierunkach, po których nie ma pracy.


Nie lepiej  jest z polskimi  uczelniami, które są w fatalnym stanie i prześcigają się z ofertą kształcenia oderwaną od rzeczywistości. Wielu grozi likwidacja. Jak podaje DGP z raportu dla resortu nauki wynika, że60 proc.
[25]

szkół  albo poprawi swą ofertę, albo zniknie z rynku


Bezrobocie, a i tak ciągle brakuje rąk do pracy

Biorąc pod uwagę stopień bezrobocia na świecie, aż trudno uwierzyć, że ciągle brakuje rąk do pracy. Firmy z wielu branż wciąż mają problemy ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Z badań zleconych  przez  Agencję pracy Manpower Polska opublikowanych  pod hasłem "Niedobór talentów" wynika, że

to  problem 31 % pracodawców na świecie i aż 51 % pracodawców w Polsce.[26]

Doskonale to widać na przykładach ofert pracy niesubsydiowanej w urzędach pracy, czyli wygenerowane przez rynek bez wsparcia finansowego państwa. Są wynikiem potrzeb pracodawców.

 

Jedna z wielu ofert PUP  pracy niesubsydiowanej:  blacharz lakiernik; diagnosta samochodowy; elektromechanik pojazdów samochodowych; elektromechanik samochodowy; elektryk /automatyk; fizjoterapeuta; kierowca CE; kierowca B,C; kierowca samochodu ciężarowego;  kucharz; kucharz kelner; magazynier kierowca; mechanik samochodów osobowych; pracownik fizyczny/ślusarz/montażysta; programista;  spawacz;  technik farmacji; technik mechanik;  tokarz frezer;  wulkanizator; pielęgniarka.


Część 2:  Nasz armia oraz szkolnictwo wojskowe

 

Klasy mundurowe 


Szkoły ponadgimnazjalne jak grzyby po deszczu tworzą specjalne oddziały dla uczniów zainteresowanych pracą w służbach mundurowych. Obecnie w Polsce jest już ponad 220
[27]  takich szkól z klasami mundurowymi. Tworzenie przez dyrektorów tych placówek klas o profilach mundurowych ma na celu przyciągnięcie kandydatów do szkól w dobie walki o przetrwanie i niżu demograficznego. Resort obrony narodowej będzie wspierał tworzenie klas mundurowych w szkołach średnich – zadeklarował minister Tomasz Siemoniak.[28]   Ministerstwo ON w ramach wsparcia zaproponowało dla uczniów w kolejnej nowelizacji ustawy z 21 listopada 1967 roku o powszechnym obowiązku obrony RP m.in. skrócenie służby przygotowawczej z czterech miesięcy do dwóch. Ogólnie wszyscy się zgodzą, że należy te inicjatywy jak najbardziej wspierać. Tym niemniej większość ekspertów ocenia, że zarówno szkoła jak i wojsko nie są w stanie dobrze przygotować kandydatów na żołnierza rezerwy. Odbije się to na ich jakości. A ilu ich będzie? I tak o

wszystkim zdecyduje limit. W ocenie specjalistów tworzy się następny bubel prawny.

 

Licea wojskowe


Niedawno szef MON ujawnił, że w resorcie  Obrony Narodowej  nie będą  przyznawane punkty za ukończenie klasy wojskowej w szkole ponadgimnazjalnej
[29],  o przyjęcie do uczelni wojskowych.  W ogóle w MON zapomniano o tym, że wojsko miało całą sieć ogólnokształcących liceów wojskowych, które przygotowywały zasoby do dalszego kształcenia w szkołach wojskowych. Należy wspomnieć, że  „licea wojskowe” rozpoczęły działalność już w latach 70, największy rozkwit przypada na lata 80, a likwidacja na połowę lat 90.

 

W dniu 17 kwietnia 2010 roku powołano do życia Stowarzyszenie Absolwentów Liceów Wojskowych „SALW-a”. Jednym z podstawowych celów Stowarzyszenia jest integracja środowiska absolwentów „liceów wojskowych”, rozproszonych we wszystkich służbach mundurowych oraz utrwalanie tradycji „szkół wojskowych dla małoletnich”. Stowarzyszenie próbuje rozliczyć ministerstwo z obowiązku,  o którym się zapomniało, a mianowicie o zaliczeniu nauki w szkole od 17 roku życia do wysługi. Pierwszy proces już wygrało. Jest tylko kwestia czasu, aby ten problem został uregulowany. W świadomości samych wojskowych, „oni”  nie istnieją,  w przebłysku wspomnienia czasami  określają to jako nieudany eksperyment.


Obecnie funkcjonuje na zmienionych zasadach tylko Ogólnokształcące Liceum Lotnicze w Dęblinie. Zadaniem Liceum jest przygotowanie kandydatów na studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie na kierunek - pilot samolotów odrzutowych. Jedna i jedyna szkoła w resorcie, do której kandydat badania lekarskie wykonuje na własny koszt (ok. 1800 zł
[30]). To nie jest szkoła dla ubogich dzieci, które mogą pozwolić sobie na tak kosztowne badania bez gwarancji na przyjęcie do szkoły.


Inżynier czy magister?


Od 2014 roku przy zmianie pragmatyki zmieniono wykształcenie przyszłych oficerów ze  studiów I stopnia (inżynier, licencjat) na studia II stopnia (magister). Po czterech latach znów wprowadzono obowiązek posiadania wykształcenia wyższego magisterskiego. Jednym z powodów było, jak to określono, podniesienie prestiżu żołnierzy w korpusie oficerów. Ja się bowiem okazuje ponad tysiąc szeregowych,  czyli, niespełna 4 % szeregowych posiada wykształcenie magisterskie.
[31] Tylko zapomina się, że ci magistrowie traktują pracę w wojsku jako  czasowe zajęcie. Przy sprzyjających warunkach na rynku cywilnym czym prędzej zrezygnują, jak uświadomią sobie, że pracę mają  tylko na 12 lat i małe szanse na awans.



Czy zapomniano już o doświadczeniach i okresie, w którym wojsko prześcigało się w pomysłach, jak przyciągnąć przyszłych rekrutów?  W lipcu z 2008 roku w „Gazecie Prawnej” można było przeczytać o przygotowaniach do zawieszenia poboru i przejścia na służbę zawodową: Poszukujemy m.in. ratowników medycznych, kierowców, psychologów, specjalistów od łączności  i absolwentów kierunków technicznych (…). MON, obawiając się braku chętnych do służby, proponuje też obniżenie wymagań dla osób chcących rozpocząć służbę zawodową. W przyszłości do korpusu oficerów będą mogły wstąpić osoby, które ukończą studia licencjackie lub uzyskają tytuł

inżyniera (obecnie wyłącznie po uzyskaniu tytułu magistra).[32]

Nasza armia w liczbach

Obecnie siły zbrojne etatowo liczą 120 tys. żołnierzy, w tym 20 tys. ochotników na przydziałach kryzysowych w czasie pokoju w Narodowych Siłach Rezerwowych. Należy przypomnieć jaki był stan sił zbrojnych w okresie transformacji ustrojowej. W 1988 roku w wojsku służyło 113 tys. kadry zawodowej oraz 234 tys. żołnierzy służby zasadniczej. W 1989 roku odpowiednio: 104 tys./210 tys., zaś w 1990 roku: 92 tys. /169 tys.
[33]


Oficjalnie armię zawodową mamy od  2010 roku. Ostatnie wcielenie do zasadniczej służby wojskowej odbyło się 4 grudnia 2008 roku, ale dopiero po prawie dwóch latach, 4 października 2010 roku powołano pierwszych  ochotników do służby przygotowawczej.
[34]


W wojsku służy ponad 41 tys. szeregowych oraz 35 tys. podoficerów. Korpus oficerski liczy 20 tys. żołnierzy. Razem żołnierze zawodowi stanowią około 96-97 tys. liczebności Sił Zbrojnych RP. Do tego należy dodać jakieś 2,5 tys. osób pobierających naukę w służbie kandydackiej oraz ok. 10 tys. żołnierzy NSR.  Na 120 tys. stan etatowy armii mamy niecałe 110 tys. żołnierzy zawodowych, w służbie kandydackiej oraz NSR. W rzeczywistości wszystkie te dane liczbowe się zmieniają, to stan chwilowy, zaokrąglony w górę lub w dół.


Zawodową służbę wojskową w polskiej armii pełnią 3363 kobiety, z czego 1079 w korpusie oficerskim,  729 w podoficerskim oraz 1555 w korpusie szeregowych.
[35]  Tak naprawdę to nie mamy i nie będziemy mieli stutysięcznej armii zawodowej. Oprócz braków kadrowych, zawsze pozostanie bufor 1-2 tys. stanowisk wolnych, bo bez tego nie byłoby polityki kadrowej i możliwości przesuwania (przeniesienia, awansu) kadry na stanowiskach. Faktycznie aby mieć taką armię powinniśmy mieć etatowo na papierze 105 tys. żołnierzy.


Większą siłę kadrową w służbach mundurowych stanowi policja. Na dzień  1 stycznia 2014 roku w policji stan etatowy wynosił 102 309, przy  zatrudnieniu 97 667 policjantów,  w tym  13 926 szeregowców.
[36] 

Ze służby zgodnie z prognozami odchodzi co roku 3000-3500 żołnierzy


W 2011 odeszło do cywila – ponad 7,2 tys.
[37] żołnierzy. W 2012 z mundurem rozstało prawie 6 tys. osób. W  ciągu tych dwóch lat odpływ kadry był dwa razy większy niż zaplanowali kadrowcy z MON. Zaistniała sytuacja zaburzyła relacje odpływu i dopływu nowych kadr do służby zawodowej. Rok 2013 był rokiem ustabilizowania się wysokiego odpływu (3,1 tys., z tego prawie połowa to szeregowi). Sytuacje, że mundurowi rezygnują ze służby po 15 latach są sporadyczne, czyli po nabyciu praw do podstawowej emerytury wojskowej. 

Odchodzą w większości z wysługą wynoszącą około 25 lat. A tych, którzy służyli w armii przez 30 lat jest zaledwie 1,5 proc.
[38] Należy zaznaczyć, że w przypadku szeregowych to dopiero początek. Corocznie odsetek zwalnianych  będzie się zwiększał i podlegał różnym wahnięciom i nastrojom. Korpus szeregowych istnieje od 2004 roku i służba pełniona w tym korpusie nie może obecnie przekroczyć 12 lat. Wlicza się do tego  okres

odbytej zasadniczej służby wojskowej oraz nadterminowej zasadniczej służby wojskowej.


Należałoby się zastanowić, po wprowadzeniu minimalnej wysługi do nabycia praw emerytalnych 25 lat nad możliwością wydłużenia  służby w tym korpusie z uwzględnieniem rodzaju pełnionej służby np. w desancie 15 lat, inne rodzaje  18-20 lat, tak aby uelastycznić okres pełnionej służby i wykorzystać nabór wewnętrzny. Tak w przypadku tych na nowych zasadach emerytalnych, a ci co służą do 12 lat, powinni warunkowo otrzymać dodatkowy bufor dwuletni do 14 lat służby. Na pewno resort się nie zgodzi na to, aby szeregowy nabył prawa do częściowej emerytury, zwłaszcza że zasób uprawnionych do tego świadczenia w resorcie się kurczy, a przy tym jest mocnym obciążeniem dla budżetu MON.  Ale jak na razie problem przeniesienia szeregowych jest taki:  najlepiej się zwolnić i znowu pukać do drzwi WKU.


Uczelnie wojskowe


Obecnie w Polsce działa pięć wyższych uczelni wojskowych, ale tylko cztery kształcą kandydatów na przyszłych oficerów: Akademia Obrony Narodowej, Wojskowa Akademia Techniczna i Akademia Marynarki Wojennej oraz dwie wyższe szkoły zawodowe: Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych i Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych. Funkcjonują one na takich samych zasadach jak uczelnie cywilne.



Uczelnie wojskowe przeżywają prawdziwe oblężenie. W 2013 roku o przyjęcie walczyło niemal 6 tys. chętnych. Średnio na 1 miejsce przypadało aż 12 kandydatów[39]  – to sześć razy więcej niż w 2007 roku. Z danych MON wynika, że w wojskowych szkołach wyższych studiuje ponad 2 tys. podchorążych oraz 22 tys. studentów cywilnych.  Obecnie trwają prace nad planowaną reformą szkolnictwa wojskowego. Rozpatrywane są trzy warianty. Pierwszy to stworzenie jednej uczelni wojskowej. Drugi zakłada, że powstaną dwie uczelnie wiodące utworzone na bazie Akademii Obrony Narodowej i Wojskowej Akademii Technicznej. Wariant trzeci to konsolidacja funkcjonalna i programowa przy zachowaniu obecnej struktury.


Termin wdrożenia zmian nie został jeszcze ustalony. Prawdopodobnie korekta przepisów miałaby nastąpić w 2015 roku, tj. tak, aby nowe zasady organizacyjne mogły wejść w życie z początkiem roku akademickiego 2016/2017.
[40]  Należy przypomnieć, że 2009 był ostatnim rokiem w uczelniach wojskowych, kiedy przyjęto na studia stacjonarne oraz do studium oficerskiego 1300[41]  kandydatów na żołnierzy zawodowych. Później przyszło załamanie. W 2010 roku przyjęto 448[42]  kandydatów, w latach następnych powoli zaczęto zwiększać limit miejsc, by osiągnąć 693[43]  w 2014 roku, czyli połowy stanu z 2009 roku.

 


Tak naprawdę w uczelniach wojskowych powinno kształcić się 4-5 tys. podchorążych,  aby normalnie zrównoważyć system corocznego odpływu kadry. Jakie są prawdziwe powody reformy szkolnictwa wojskowego? Nie wiadomo, bo ilu decydentów tyle opinii. Zapewne tak naprawdę tego się nie dowiemy. Ale wszyscy wierzą, że mamy za dużo uczelni na taką armię. Mają one bardzo dobre lokalizacje, ponadto w cywilu wyrobiły sobie własną renomę, a markę łatwo zniszczyć (AMW, WAT). Po liczbie studentów cywilnych widać znaczne zainteresowanie studiami. Likwidacja będzie na rękę zapewne jakiemuś lobby. Z reguły reformy pociągają za sobą zmiany struktury oraz kadrowe, przez co może dojść do odpływu wartościowej kadry dydaktycznej, a to będzie rzutować w przyszłości na jakość kształcenia.


A jak było z wojskową uczelnią kształcącą medyków? Teraz to są konsekwencje braku  lekarzy w wojsku, a oto pamiątka: Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi.


Studium oficerskie


Jeszcze w 2009 roku ilość miejsc do studium oficerskiego była porównywalna do studiów stacjonarnych w stosunku 575/725 miejsc, w 2014 roku to już 38
[44]/553[45]. Ministerstwo wycofało się z tej formy kształcenia ze względu na niski poziom przygotowania przyszłych oficerów do służby wojskowej. Obecnie pozyskuje się kandydatów z wykształceniem magisterskim w specjalnościach, w których wojsko nie prowadzi kształcenia lub ma trudności z pozyskaniem kandydatów, traktując tę formę jako nabór uzupełniający. Szkolenie odbywa się na bazie WSOWL we Wrocławiu i WSOSP  w Dęblinie. Tą drogą pozyskuje się prawników, finansistów, muzyków, lekarzy, duchownych, informatyków podczas przeszkolenia 3; 8,5; 12 miesięcznego oraz 24 miesięcznego na pilota. W efekcie zmniejszenia limitów dla cywilnych magistrów zwiększono limity na 6 miesięczne szkolenie dla podoficerów  zawodowych, posiadających wyższe wykształcenie.


Dla porównania jak przedstawia się zależność w naborze wewnętrznym, czyli jak z podoficera zrobić oficera na 6 miesięcznym  studium oficerskim: limit przyjęć w 2009 roku wynosił 28
[46],  w kolejnych latach: 71, 221, 113, 155,

a w 2014 roku – 122[47].

 

Armia przegrywa wojnę o lekarzy


Kiedyś decydentom wydawało się, że lekarze do wojska będą się pchali drzwiami i oknami. Te prognozy okazały się błędne i fatalne w skutkach.
[48]  Co czwarty etat przeznaczony dla medyka jest nieobsadzony. W wojsku od dawna brakuje lekarzy.[49] Wystarczy przypomnieć, że do pracy w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Afganistanie w szpitalu polowym w Ghazni na mocy międzynarodowych porozumień przyjęto lekarzy z Ukrainy.[50]


W związku z tym wojsko stopniowo redukuje etaty lekarskie. W 2008 roku było ich 1802, w 2010 roku – 1600, a w 2011 roku – 1311.
[51] Jednym z powodów braku zainteresowania służbą jest to, że w cywilnej służbie zdrowia zarabia się lepiej. Do końca czerwca 2013 roku aż jedna czwarta etatów przeznaczonych dla wojskowych lekarzy pozostawała nieobsadzona. Sytuacja jest jednak lepsza niż w 2009 roku,  gdy wolnych etatów było aż 40 procent. Z danych z 2013 roku wynika, że w armii pracowało 759 lekarzy.  W 2010 roku z mundurem pożegnały się na własną prośbę aż 164 osoby. Do końca lipca 2013 roku takich odejść było 41. Jednocześnie przyjęto do służby 33 medyków.[52]


Sytuację miało poprawić pozyskiwanie kandydatów na lekarzy-oficerów wśród studentów czwartego roku cywilnych uczelni medycznych. Ale chętnych było niewielu. W roku akademickim 2009/2010 na 120 wolnych miejsc zgłosiło się zaledwie 37 chętnych.
[53]


W systemie szkolnictwa wojskowego (po likwidacji w 2003 roku Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi)  funkcjonowały 3 modele pozyskiwania i przygotowania przyszłych kadr oficerskich w korpusie osobowym medycznym, które obejmują:

  • studentów cywilnych uczelni medycznych, którzy uzyskali zaliczenie II semestru (I rok studiów) i kontynuują naukę w macierzystej uczelni;
  •  absolwentów cywilnych uczelni medycznych posiadających prawo wykonywania zawodu w specjalności medycznej poprzez 3 miesięczne studium oficerskie w WSOWL we Wrocławiu;
  • od 2010 roku studia na pierwszym roku studiów stacjonarnych w Uniwersytecie Medycznym w Łodzi w ramach limitu MON.[54]

Od 2010 roku przyjęto główny kierunek pozyskania medyków wojskowych poprzez kształcenie na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. W 2011 roku o 60 miejsc ubiegało się 364[55]  kandydatów, czyli 6 na jedno miejsce. W 2012 roku o 70[56]  miejsc walczyło 500 kandydatów, czyli 7 na jedno miejsce. W 2013 roku o 60 miejsc walczyło 500 kandydatów, czyli 8 na jedno miejsce. W 2014 roku limit ustalono na 60 miejsc.


Poprzez 3 miesięczne studium oficerskie w WSOWL we Wrocławiu dla absolwentów uczelni medycznych w 2014 roku zaplanowano 15
[57]  miejsc. W ramach tego limitu mamy przenikanie takich specjalności: lekarzy – 6, fizyko-biochemików – 2, pielęgniarstwa – 2, farmaceutów – 1, lekarzy weterynarii – 1, psychologów – 1, ratownictwa medycznego – 2.


Szkoły podoficerskie


Od 2004 roku istniało 8 szkół podoficerskich podlegających pod dowódców danego rodzaju sił zbrojnych, które prowadziły nabór ze środowiska cywilnego i kształciły przyszłych podoficerów  w systemie 11-12 miesięcznym. Ostatni nabór w 2009 roku prowadziła tylko Szkoła Podoficerska Służb Medycznych w Łodzi i Sił Powietrznych w Dęblinie.

Wojskowe szkoły podoficerskie kształciły zbyt mało absolwentów. Poziom nauczania w większości szkół był niewystarczający w stosunku do potrzeb nowoczesnej armii. W ocenie Najwyższej Izby Kontroli, która prowadziła kontrolę w 2008 roku, system pozyskiwania  i kształcenia na potrzeby Sił Zbrojnych RP kandydatów na żołnierzy zawodowych w szkołach podoficerskich nie zapewniał dopływu pożądanej przez polską armię liczby podoficerów odpowiednio przygotowanych do bezpośredniego dowodzenia podporządkowanymi im żołnierzami.(…). Efektywność prowadzonej przez szkoły działalności dydaktycznej ograniczana była przede wszystkim brakiem możliwości stosowania odpowiedniej ilości i jakości sprzętu wspomagającego proces szkolenia oraz niską obsadą etatową, w szczególności kadry instruktorskiej.
[58]


W 2010 roku w wyniku wcześniejszej kontroli NIK i głównego zarzutu nie wykorzystania możliwości szkoleniowych szkół podjęto decyzję o likwidacji szkół podoficerskich. Od 2011 roku funkcjonują 3 Szkoły Podoficerskie: Wojsk Lądowych w Poznaniu, Sił Powietrznych w Dęblinie oraz Marynarki Wojennej w Ustce, które zostały podporządkowane organizacyjnie pod komendantów centrów szkolenia.


Zasadniczym zadaniem szkół jest przygotowanie dowódców dysponujących niezbędnym zakresem wiedzy i umiejętności do dowodzenia drużyną. W wyniku zmian organizacyjno-strukturalnych wprowadzono nowy model kształcenia oraz sposób rekrutacji do szkół, przyjmując główne źródło naboru kandydatów spośród szeregowych zawodowych. Środowisko cywilne będzie źródłem uzupełniającym pozyskiwania kandydatów na specjalności deficytowe. Czas szkolenia dla szeregowych zawodowych wynosi 6 miesięcy a dla kandydatów bez przeszkolenia wojskowego  - 9 miesięcy .


Obecnie jedynie SPWL  w Poznaniu corocznie ze środowiska cywilnego prowadzi rekrutację muzyków (wymagane jest świadectwo szkoły muzycznej II stopnia). W 2013 roku limit wynosił 32 miejsca, w 2014 limit przewidziano na 35
[59]  miejsc.


Od 2010 roku w ogóle nie pozyskuje się i nie szkoli w specjalnościach deficytowych np.  pielęgniarka, ratownik medyczny, technik obsługi samolotu.  Pomimo głównego naboru wewnętrznego, czyli szkoleniu szeregowych na podoficerów, powinno się dalej szkolić pozyskanych cywilnych kandydatów w małych grupach,  tak jak muzyków.


 Obecnie specjalności takie jak pielęgniarka czy ratownik medyczny w sposób niekontrolowany 
w niewielkich ilościach przenikają do struktur wojska jedynie poprzez służbę przygotowawczą na potrzeby szeregowych.


Największy problem obecnie ma służba inżynieryjno-lotnicza (sil), gdzie czas potrzebny na wyszkolenie technika obsługi samolotu oraz uzyskanie samodzielności przy obsłudze sprzętu, może wynieść trzy lata.

 

W szkołach podoficerskich kształcenie było 12 miesięczne, obecnie wynosi 6 miesięcy dla szeregowych i 9 miesięcy dla muzyków. Dla specjalności innych nie ma opracowanych programów szkolenia.  Należy  tym sposobem pozyskiwać kandydatów w specjalnościach deficytowych i stworzyć system, umożliwiający  w przyszłości elastyczne reagowanie na potrzeby wojska.


Część  3:  Ile i kogo wojsko szkoli, czyli fakty i mity    

Kim jest szeregowy


Szeregowy w wojsku wykonuje funkcje proste, czyli jest to użytkownik danego sprzętu  lub urządzenia. Z rozbudowanego systemu specjalności wojskowych (SW) należy wyróżnić najprostsze funkcje, jak:  strzelec, wartownik, żandarm, regulacja ruchu, i wiele innych, w których niepotrzebne są żadne uprawnienia czy wykształcenie. A tym samym można szkolić osoby z wykształceniem gimnazjalnym, jak i magisterskim. Z kolei  w specjalnościach pośrednich, jak np. radiotelefonista, operator czy działonowy itp. wykształcenie i uprawnienia też nie są ważne, ale za to istotnego znaczenia  nabierają predyspozycje kandydata oraz czas  potrzebny na wyszkolenie. Specjalności wysoce specjalistyczne  potrzebują czasu, instruktorów i praktycznego użycia sprzętu. Szkoleniem z reguły zajmowały się ośrodki szkolenia. Większość specjalności wiąże się z uzyskaniem konkretnego zawodu lub nabyciem szczególnych uprawnień.


Zgodnie z rozporządzeniem MON  z 6 września 2010 roku w sprawie kwalifikacji przydatnych w wojsku
[60]  są to

następujące kwalifikacje:
1) kierowcy o uprawnieniach do prowadzenia pojazdów – prawo jazdy kat. "C";
2) kierowcy o uprawnieniach do prowadzenia pojazdów – prawo jazdy kat. "C+E";
3) operatora sprzętu do robót ziemnych i urządzeń pokrewnych;
4) operatora maszyn i urządzeń dźwigowo-transportowych;
5) nurka;
6) płetwonurka;
7) skoczka spadochronowego;
8) ratownika medycznego/sanitariusza;
9) kucharza.

W tym rozporządzeniu zapomniano o takich kwalifikacjach jak: kierowca kat. „D”, mechanik samochodowy, elektromechanik, elektryk, elektronik, informatyk, tokarz, ślusarz, spawacz, strażak, pielęgniarka,

farmaceuta, psycholog.

Tak naprawdę najistotniejsze są predyspozycje kandydata. Nie każdy będzie dobrym kierowcą czy wartownikiem.

Pomimo, że funkcja zdaje się prosta, to czasami wymaga dodatkowych badań.


Szkolenie rezerwistów


Ogólnie miesza się obecnie pojęcia przeszkolenie rezerwistów na przydziałach mobilizacyjnych 
z rezerwistami na przydziałach kryzysowych w NSR (obecnie 10 tys. NSR  i dla nich wszystkich  corocznie planowane są ćwiczenia rotacyjne do 30 dni w roku, zgodnie z indywidualnym planem ćwiczeń dla danej jednostki wojskowej).


Z danych MON
[61]  dotyczących szkolenia rezerw osobowych na przydziałach mobilizacyjnych wynika że, w roku 2006 przeszkolono 69 tys. rezerwistów, w roku 2008 – kiedy odbyli służbę ostatni żołnierze z poboru – 45 tys. W latach 2009-12 szkolenia się nie odbywały. Obowiązkowe ćwiczenia rezerwistów, po czterech latach przerwy, są przeprowadzane od 2013 roku. W zeszłym roku krótkotrwałe obowiązkowe ćwiczenia przeszło 2680 żołnierzy, na 2014 rok zaplanowano ok. 7 tys. żołnierzy rezerwy do średnio 10 dniowego przeszkolenia. Z danych wynika, że to

i tak niewielka liczba w porównaniu do okresu obowiązywania zasadniczej służby wojskowej.

 

Zasadnicza  służba  wojskowa – poborze wróć!

W 2013 roku ogromną większością głosów Szwajcarzy odrzucili pomysł wprowadzenia armii zawodowej. Szwajcaria pozostaje więc w grupie 12 krajów w Europie bez armii zawodowej, obok m.in. Austrii, Danii, Finlandii,

Grecji, Norwegii, Białorusi czy Estonii, nie mówiąc już o Rosji czy Ukrainie.[62]


Rezygnację w 2008 roku z powszechnej zasadniczej służby wojskowej, wielu ocenia jako błąd. Nie sposób dziś wrócić do stanu sprzed zmian i przywrócić zasadniczą służbę wojskową. Ten temat coraz częściej jest przywoływany w dyskusjach od końca 2013 roku na portalach internetowych i na płaszczyźnie publicznej przez niektórych polityków. Powody są dwa: pierwszy to brak dostępności i mocno ograniczone limity w szkoleniu ochotników do służby przygotowawczej, drugi z kolei to kryzys polityczny na Ukrainie i związane z tym konsekwencje. 

Ostatnio nawet zabrał głos  premier  Donald TuskNa pewno nie zgodzę się na pobór przymusowy. Jakość żołnierzy z poboru powszechnego, to nie jest to, czego polska obronność potrzebuje w pierwszym rzędzie.
[63]Potwierdził to w radiowej jedynce szef MON Tomasz Siemoniak zapewniając, że Polska nie zamierza powracać do systemu powszechnego poboru. – Pobór jest archaiczny i nie ma co straszyć młodych Polaków powrotem do niego.[64]


Natomiast prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył:  – Armię trzeba wzmocnić liczebnie i wrócić do przeszkolenia wojskowego młodych ludzi – i postraszył, że gdy jego partia wygra wybory, to się tą sprawą na poważnie zajmie. Tę wypowiedź Kaczyńskiego trzeba rozumieć w kontekście ukraińsko-rosyjskiej wojny o Krym i zbliżających się wyborów do europarlamentu.
[65] Także młodzież wie swoje. Na Facebooku fanpage „Jestem za przywróceniem zasadniczej służby wojskowej” po kilku miesiącach istnienia ma już ponad 20 tys. fanów.[66]

No cóż, mała jest wiedza i polityków i internautów, na czym polega problem. Politycy prześcigają się w pomysłach wymyślania nowych obowiązkowych przeszkoleń i próbach powrotu do idei obrony terytorialnej oraz razem z internautami jednogłośnie tęsknią za przywróceniem poboru. Według danych NIK w latach 2002-2008 liczba poborowych wahała się w granicach 68 tys. do 81 tys. osób.
[67]


W latach obowiązywania zasadniczej służby wojskowej znaczna część stających do poboru korzystała z rozbudowanego systemu zwolnień i odroczeń.  W ostatnim roku poboru do wojska (w 2008 roku) na 280 tys. osób

skorzystało z niego 200 tys.[68]  Do służby zasadniczej miało trafić 75 tys.[69] poborowych.


Dla przykładu rozporządzenie  Rady Ministrów z 6 listopada 2007 roku w sprawie określenia liczby poborowych, którzy w 2008 roku  mogą być powołani do czynnej służby wojskowej…, określał górne limity powołania do:

1) zasadniczej służby wojskowej – do 75 000 poborowych;
2) na przeszkolenie wojskowe:
a) do 1 200 absolwentów uczelni,
b) do 3 600 studentów uczelni;
3) służby w formacjach uzbrojonych niewchodzących w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w oddziałach prewencji Policji – do 4 500 poborowych.

Należy wspomnieć, że wojsko powoływało w latach poprzednich również na potrzeby Straży Granicznej oraz

Biura Ochrony Rządu.


W obowiązkowych formach  szkolenia widać ich różnorodność a  łączna liczba w 2008 roku to: do 79,8 tys. po przeszkoleniu wojskowym. Od grudnia 2008 roku do października 2010 roku wojsko w ogóle nie prowadziło naboru do jakiegokolwiek przeszkolenia wojskowego. Od 2010 roku  do dnia dzisiejszego corocznie jest to tylko ok. 5 tys. osób rocznie szkolonych w służbie przygotowawczej i praktycznie tylko na potrzeby szeregowych. Uwidacznia się zapaść w odtwarzaniu rezerw osobowych na potrzeby wojska. 

Sami wojskowi cicho przyznają, że jest w tym wszystkim jakiś problem. W „Rzeczpospolitej” w artykule „Wojny wygrywają rezerwiści” można przeczytać: Mimo, że  na papierze  rezerwistów, w tym przeszkolonych w Polsce nie brakuje, stan zasobów czynnych jest daleki od ideału.(…). Tak rosną szeregi rezerwistów, którzy nigdy nie nosili munduru. Czy równie chętnie stawiliby się do zasadniczej służby? Wojskowi są zdania, że dla odmłodzenia i zdynamizowania rezerwy celowe jest przywrócenie w ograniczonym zakresie ochotniczej zasadniczej służby wojskowej. Decydujący może być jednak inny argument: zasadnicza służba wojskowa, także obowiązkowa,

to szybki sposób na zwiększenie w razie kryzysu liczebności armii podczas pokoju.[70]


Obecne ilości szkolonych w służbie przygotowawczej zabezpiecza na bieżąco niezbędne minimum naboru do NSR a następnie naturalne wykruszenia w korpusie szeregowych zawodowychKandydaci po służbie przygotowawczej, w wielu przypadkach znajdując zatrudnienie na rynku cywilnym, nie są już

zainteresowani jakąkolwiek służbą wojskową.

NSR, to nie służba przygotowawcza


Po zawieszeniu poboru wprowadzono nowe formy służby wojskowej. W wyobrażeniu cywili jak i samych wojskowych wszystko jest pomieszane i oderwane od praktycznego spojrzenia. W teorii mamy służbę przygotowawczą na potrzeby szeregowych (do 4 miesięcy) odbywające się obecnie w centrach szkolenia. Z kolei szkoleniem na potrzeby podoficerów (do 5 miesięcy) mają zająć się szkoły podoficerskie, zaś na potrzeby oficerów (do 6 miesięcy) uczelnie wojskowe. Ponadto dla studentów jest specjalna oferta: na potrzeby podoficerów w dwóch okresach do 5 miesięcy, szkolenie realizowane na bazie szkół podoficerskich.


A jaka jest praktyka?


Od 2010 roku trwa nabór ochotników jedynie do służby przygotowawczej na potrzeby szeregowych (planowany limit w 2014 roku  to 5200 miejsc w trzech turnusach: styczeń – 1700, maj – 1500, wrzesień – 1500)
[71]  poprzez szkolenie w 8 centrach szkolenia. Średnio na 86 WKU przypada ok. 20 miejsc. Tymczasem  kandydatów jest kilkanaście razy więcej.


Natomiast od 2013 roku rozpoczęto nabór studentów do służby przygotowawczej na potrzeby podoficerów w dwóch okresach wakacyjnych obejmujących łącznie 5 miesięcy). W 2013 r. podobnie jak  w 2014 roku przewidziano nabór w ilości 220 miejsc dla studentów uczelni wyższych.


Należy podkreślić, że nabór do służby przygotowawczej na potrzeby podoficerów i oficerów w ogóle się nie odbywa.  W 2013 roku uproszczono procedurę naboru dla osób ubiegających się o przyjęcie, co w kręgach specjalistów wywołało niemałe zdziwienie.  Dlaczego? Z jednej strony wojsku zależy na promocji i pozyskiwaniu kandydatów do WKU, z drugiej zaś – na wstępie kandydat otrzymuje informację i decyzję, że nie ma miejsc(!!). Sytuacja jest paradoksalna. Kandydat, który składa wniosek jest zainteresowany przeszkoleniem już, albo w przeciągu kilku miesięcy. W ten sposób bardzo lekkomyślnie tracimy zasób osób gotowych do ochotniczego przeszkolenia wojskowego. W dobie kryzysu nie wykorzystuje się możliwości do przeszkolenia jak największej liczby ochotników, którzy mogą być przeznaczeni na przydział mobilizacyjny oraz zasilić także inne służby mundurowe, a przede wszystkim będą kształtować pozytywny wizerunek wojska w czasie, gdy wojsko staje się coraz bardziej hermetyczne  i izoluje się od społeczeństwa.


Zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku obrony RP, służba przygotowawcza jest podstawowym przeszkoleniem dla ochotnika w czasie pokoju na jego wniosek
[72], i nic tam nie ma na temat NSR. W społeczeństwie i wojsku tak się to utrwaliło, że NSR to służba przygotowawcza, że ośrodki szkolenia nawet wydają świadectwo ukończenia „służby przygotowawczej na potrzeby Narodowych Sił Rezerwowych”. Jest to problem, bo ośrodki szkolenia mogą rocznie przeszkolić tylko ok. 8 tys. ochotników. Przypomnę, że podczas rozpoczęcia procesu szkolenia od połowy 2010 roku można było szkolić tych ochotników w wybranych jednostkach wojskowych, nie tylko i wyłącznie w ośmiu nowo powstałych Centrach Szkolenia. Taki wymuszony system powoduje dość mocne ograniczenia w przeszkoleniu ochotników, a jednostki wojskowe odwykły

od szkolenia podstawowego i dawno nie słyszano tam przysięgi wojskowej.


Ponadto to żaden specjalista. Trzymiesięczny okres szkolenia podstawowego
[73]  jest jednakowy we wszystkich ośrodkach. Szkolenie na potrzeby szeregowych odbywa się do 4 miesięcy, w rzeczywistości czasami jest to praktycznie 3,5 miesiąca. Na szkolenie specjalistyczne pozostaje niecały miesiąc. Nadawanie specjalności wojskowych (SW) odbywa się sztucznie, a utrwalenie i nabycie praktyki oraz ewentualnych kwalifikacji  miało nastąpić w trakcie kilkuletniego przebywania na kontrakcie w NSR. Rzeczywistość jest inna – jedynie kandydaci w specjalności kierowców C, C+E  w Grudziądzu oraz kierowca transportera opancerzonego (KTO) w Poznaniu, gdzie wymagane są uprawnienia kat. C,  posiadają takie uprawnienia z cywila. Szkolenie specjalistyczne (niecały

miesiąc) kierowców w Grudziądzu to teoria: zasady eksploatacji pojazdów wojskowych.


Większość z tych kandydatów, już po odbyciu służby przygotowawczej w przeciągu roku czy dwóch i zaliczeniu pierwszych ćwiczeń rotacyjnych w NSR jest powoływana do służby zawodowej. Moim zdaniem szkolenie podstawowe w prostych specjalnościach powinny realizować jednostki wojskowe. Natomiast szkolenie specjalistyczne kandydatów z konkretnymi kwalifikacjami powinno odbywać się w centrach szkolenia, a w następnej kolejności zdobywanie kwalifikacji przydatnych w wojsku żołnierzom NSR na przydziałach kryzysowych podczas ćwiczeń rotacyjnych. Natomiast nadawanie specjalności wojskowych (SW), powinno być zgodne z faktycznym szkoleniem, albo zgodnie z posiadanymi  uprawnieniami i kwalifikacjami z cywila. Dochodzi do takich sytuacji, że kandydat ma SW, co faktycznie  odbiega od rzeczywistości, wprowadza to w błąd przedstawicieli jednostek wojskowych w przypadku powoływania do służby zawodowej. Obecnie kandydat po służbie przygotowawczej to półprodukt specjalisty nowego systemu szkolenia nie do porównania z

kandydatem po zasadniczej służbie wojskowej.



Wspomnę o jeszcze innym przypadku, jak dobrze pamiętam, były dwie próby powoływania  do służby przygotowawczej na potrzeby szeregowych ratowników medycznych do centrów szkolenia w śladowych ilościach. Jaki jest sens kierowania w trakcje szkolenia ratownika medycznego, który ma szkołę i uprawnienia do pracy w państwowej służbie zdrowa na dwa tygodnie do Wojskowego Centrum Kształcenia Medycznego w Łodzi, aby uzyskał zaświadczenie o ukończeniu szkolenia w zakresie

kwalifikowanej pierwszej pomocy i uzyskania tytułu ratownika?



Jeden z przykładów braku dostępności  do ochotniczego przeszkolenia. Na łamach „Polski Zbrojnej” Naval  w artykule pt. „Selekcje – dajmy szansę cywilom” opisuje jaki jest problem z rekrutacją do wojsk specjalnych:  Czytam wiele e-maili od osób, które chciałyby dostać się do jednostek specjalnych, a obecne przepisy ich blokują. Żeby nie być gołosłownym, zacytuję jeden z listów. „No i to jest dramat. Dlaczego nie można, jak w USA, przyjść do jakiejkolwiek jednostki z cywila i spróbować swoich sił? Chcesz być SEAL'S, Delta Force czy Rangersem – proszę bardzo. Liczą się predyspozycje psychiczne i fizyczne. Nic więcej”.



To paranoja, że do wojska przyjmowani są jedynie ci, którzy odbyli kiedyś zasadniczą służbę lub są w NSR. A marnowany jest potencjał wielu młodych ludzi, którzy takich doświadczeń nie mieli okazji zdobyć.[74]


No i znowu mamy worek ziemniaków, czyli NSR. Wyjaśniam: aby zostać żołnierzem zawodowym trzeba być żołnierzem rezerwy. Zgodnie z definicją żołnierz rezerwy
[75]  to osoba, która odbyła służbę wojskową i złożyła przysięgę, czyli kiedyś to była zasadnicza służba wojskowa lub inna forma przeszkolenia  wojskowego, a obecnie jest to tylko służba przygotowawcza.


Oferta służby w NSR skierowana jest do osób po odbytej służbie wojskowej. W korpusie szeregowych rekrutuje się osoby po zasadniczej służbie wojskowej oraz po służbie przygotowawczej i jest to służba typowo okresowa na przydziale kryzysowym po zawarciu kontraktu z wybraną jednostką wojskową, gdzie zgodnie z planem żołnierz rezerwy odbywa ćwiczenia rotacyjne do 30 dni w roku kalendarzowym. Tak więc żołnierz w służbie przygotowawczej jest cały czas potencjalnym kandydatem, który na 30 dni przed zakończeniem przeszkolenia może złożyć wniosek, ale nie musi, do NSR. W przypadku złożenia takiej deklaracji  3 dni przed zakończeniem szkolenia, może zawrzeć kontrakt z wybraną jednostką, na podstawie którego WKU wystawia kartę przydziału kryzysowego.


Jeśli żołnierz nie jest zainteresowany, zwalnia się go do rezerwy i na tym się kończy jego przygoda z wojskiem. A gdy przemyśli i nabierze przekonania, bo zamierza zostać żołnierzem zawodowym to i tak przyjdzie po czasie do WKU złożyć wniosek do NSR. Zgodnie z drogą, jaka się ukształtowała – „Narodowe Siły Rezerwowe  – 

przepustka do zawodowej służby wojskowej”[76].


Inny przykład tego problemu. W artykule zamieszczonym w DGP „Czas na Gwardię Narodową po polsku”, gen. dyw. dr hab. Bogusław Pacek stwierdza: Dowódcy uznają, że szkoleniem przygotowawczym NSR powinny się zająć wojskowe centra szkoleniowe.
[77]  Po pierwsze dowódcom jest na rękę takie rozwiązanie, bo problem z głowy. Po drugie, tak naprawdę do końca nie zdają sobie chyba sprawy, jak to szkolenie wygląda i kogo później

przyjmują do służby na żołnierza zawodowego.


Narodowe Siły Rezerwowe


Nabór do tej formy służby w korpusie szeregowych realizowany jest dwutorowo i praktycznie po równo jest tam żołnierzy rezerwy po odbytej służbie przygotowawczej, jak i po zasadniczej służbie wojskowej. Korpus podoficerów, jak i oficerów uzupełnia się tylko i wyłącznie żołnierzami rezerwy, w tym są byli żołnierze zawodowi.
 

W momencie wdrażania NSR przyjęto błędne założenia, które były z góry skazane na niepowodzenie. Należy do nich zaliczyć:

  • zwlekanie z rozpoczęciem naboru do służby przygotowawczej;
  •  rozpoczęcie naboru w okresie lipiec-sierpień,  czyli w okresie urlopowym;
  •  założenie, że w ciągu pół roku do końca 2010 roku osiągnie się połowę stanu,  czyli 10 tys.;
  •  przyjęcie założenia, że jednym z głównych źródeł do NSR będą byli żołnierze zawodowi;
  •  trwająca reforma WKU, w wyniku której ze 123 WKU od stycznia 2011 roku pozostało tylko 86 WKU.[78]


Miało być 20 tys., ale pomimo, że od 1 lipca 2010 roku żołnierze rezerwy  ochotniczo złożyli ponad 34 tys. wniosków o powołanie do NSR, to docelowego poziomu 20 tys. żołnierzy nie udało się osiągnąć.
[79] Z danych liczbowych widać, że WKU bardzo dobrze wypełniło swój obowiązek.


Śledząc zmiany
[80], które niebawem mają pojawić się w nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP mam obawy, że one w żadnym wypadku nie pomogą w rekrutacji i uzupełnianiu żołnierzy rezerwy do NSR. Nie tknięto w ogóle istoty problemu rekrutacji, czyli zmiany są czysto kosmetyczne, wprowadzające uproszczenia dla tych, co podpisali kontrakty i dla pracodawców, za to zwiększono obowiązki WKU. Przecież to pracodawca jest odpowiedzialny za stan zatrudnienia w swojej firmie.


Mało realne jest to, aby wojewódzkie i powiatowe urzędy pracy, pomimo dużego bezrobocia, odpowiadały za to, że pracodawcy nie mają obsadzonych wszystkich stanowisk pracy. Tak samo trudno sobie wyobrazić, aby szef WSzW i komendanci WKU odpowiadali za uzupełnienie ochotnikami stanowisk NSR w jednostkach wojskowych. Skoro sami dowódcy nie są tym zainteresowani,  a ponadto mają oni te same narzędzia do promocji i rekrutacji co WKU.  A  przede wszystkim swoich żołnierzy NSR, o których powinni zadbać, aby przyszli następni.

 

 

 

Część 4:  ochotnik, " patriota"  w czasie pokoju


Nasz patriotyzm


Niedawno na łamach „Rzeczpospolitej”
[81]  przedstawiono wyniki sondażu instytutu Homo Homini z którego wynika, że ponad 40 proc. Polaków nie poświęciłoby niczego dla dzisiejszej Polski. Wspomniana ankieta stała się przyczynkiem do dyskusji nad kryzysem patriotyzmu w Polsce.  Jedynie 19 proc. respondentów oddałoby dla ojczyzny życie lub zdrowie, zaś 17 proc. majątek. W wyniku wielkiej batalii w prasie na temat naszego patriotyzmu, tak naprawdę wyrasta nowe pokolenie „pseudopatriotów”.


Wojsko w wyniku przeobrażeń, zawieszenia służby zasadniczej i przejścia na armię zawodową od połowy 2009 roku diametralnie zaczęło się izolować od społeczeństwa poprzez brak przepływu zasobu ludzkiego do i na zewnątrz swoich struktur. To przede wszystkim żołnierz służby zasadniczej kształtował środowisko cywilne  a służba wojskowa była prawdziwą szkołą patriotyzmu.


Dla przypomnienia, a dla tych co nie wiedzą przytaczam informację, że już w latach przedwojennych, od 1922 roku w wojsku wprowadzono eksterytorialny system wcielenia, polegający na tym, że poborowych z terenów Polski Zachodniej i Centralnej wcielano do jednostek wojskowych stacjonujących we wschodnich garnizonach, i odwrotnie. Natomiast w Polsce powojennej z zachodu na wschód, z południa na północ i na odwrót. Tego rodzaju rozwiązanie miało na celu umożliwić poborowym poznanie kraju, jego kultury oraz tej części Polski, na których przyszło im pełnić służbę wojskową.


Każdy z nas ma silne poczucie więzi i przywiązania do własnych korzeni, przynależności do małej społeczności i  lokalnego patriotyzmu. W przypadku służby wojskowej chyba nie bez znaczenia była rozłąka z rodziną i „ małą ojczyzną”, po to, by zrozumieć „dużą Ojczyznę”.

 

Warto przypomnieć, że zasadnicza służba wojskowa była przez większość Polaków traktowana  jak zło konieczne, niechciana, nielubiana. Powszechny pobór uczył też kombinatorstwa, aby uniknąć służby, mężczyźni szukali wszelkich sposobów na uzyskanie kategorii, która nie kwalifikowała ich do służby w czasie pokoju. Przez to kwitła korupcja wśród lekarzy oraz osób zatrudnionych w administracji wojskowej. Z powszechną w latach 90-tych "falą" armia powoli sobie poradziła, wezwanie do odbycia służby w jednostce wojskowej zwykle komplikowało wiele życiowych planów.


Doskonałym przykładem kombinatorstwa i zmiany kategorii zdrowa na D (niezdolny do służby w czasie pokoju), a w tej chwili widać tego skutki jak to się wszystko przeciw nim obróciło, jest artykuł zamieszczony na portalu-mundurowym.pl pt. „Zdolny czy niezdolny do służby wojskowej, czyli paradoksy prawne”.
[82]  Nie będę omawiał tylko dodam, że osoby,  wobec których faktycznie zdarzył się błąd w diagnozie, w takich wypadkach komisje lekarskie powinny weryfikować orzeczenia, zwłaszcza że  medycyna idzie do przodu. To administracja wojskowa  musi  się tłumaczyć wobec niektórych rozjuszonych interesantów– i nie tylko w tym przypadku – dlaczego? Bo wojsko zamknęło skutecznie drogę do weryfikacji ostatecznego orzeczenia komisji lekarskiej. W takich nieprzyjemnych sytuacjach najlepiej przyjąć taktykę Kaszpirowskiego z jego magnetycznym wzrokiem – adin, dwa, tri, czetyrie...


Przywracając pobór, narażamy się i tak na fiasko, bo po jakimś czasie odżyją wspomnienia  i dyskusja, przez co powróci też opór społeczeństwa do tej formy służby wojskowej. Pobór niech zostanie domeną i instrumentem w rękach Prezydenta RP, który go może przywrócić w razie zbliżającego się realnego zagrożenia i wojny.


Żeby zakończyć dyskusję o przywróceniu zasadniczej służby wojskowej, otwórzmy drogę dla ochotników: chcesz do woja to chodź, ciekaw jestem ilu krzykaczy z fanpage na facebooku założy wtedy wojskowe kamasze. A politycy skończyliby wymyślać niestworzone nowe formy służby.


Dla każdego chętnego nawet magistra, doktora czy samego profesora, który nie posiada kwalifikacji przydatnych w wojsku powinno się znaleźć miejsce do przeszkolenia, chociażby na strzelca.


Powszechny obowiązek    

  
Ustawa o powszechnym obowiązku obrony RP jest nie precyzyjna, bo z jednej strony mówi się w niej o obowiązku, z drugiej zaś – o ochotnikach. W przyszłości należałoby wprowadzić mechanizm wymuszający do ochotniczego przeszkolenia nie tylko na potrzeby wojska, ale także innych służb mundurowych. Takie przejście przeszkolenia umożliwi zapoznanie przyszłych kandydatów ze specyfiką wojska np. pozna elementy musztry, zasady obchodzenia się z bronią i wiele innych podstaw. Obecnie wszystkie służby mundurowe posiadają rozległy, indywidualny system szkolenia na własne potrzeby kandydatów ze środowiska cywilnego, co przy wdrożeniu takiego systemu skróciłoby ich szkolenie. Przeszkolenie zabezpieczy w przyszłości dopływ kandydatów  do służb mundurowych poprzez wojsko. Takie rozwiązanie na przyszłość zabezpieczy obowiązek nadawania przydziałów mobilizacyjnych na czas wojny osobom po przeszkoleniu wojskowym. Tylko jak w przyszłości, przy ożywieniu gospodarczym, skłonić ochotnika do pójścia w

wojskowe kamasze?

 

Niemcy werbują młodych Polaków 


Przykładem obecnego borykania się z problemami rekrutacyjnymi są Niemcy. Pomimo, że w Niemczech zarabia się o wiele lepiej oraz widoczny jest lepszy poziom życia, o tym przeciętnego polskiego Kowalskiego nie trzeba przekonywać,  nieporównywalny do polskich realiów. Wraz z luksusem i podnoszeniem jakości życia przedstawione poniżej problemy wcześniej czy później zaistnieją w Polsce. Trzeba też mieć świadomość, jak wygląda niemiecka wojskowa promocja dla młodych. Są to wysoce mobilne centra promocyjne, które w okresie letnim objeżdżają wielkie skupiska ludzi   jak kurorty i ośrodki wypoczynkowe. Przewidywany postój promocyjny to kilka dni, podczas którego z  ogromnego kontenerowca wyłania się centrum multimedialne z pokazem sprzętu wojskowego i umundurowania, gdzie przygotowani żołnierze udzielają informacji i bezpośrednio

rekrutują do Bundeswehry.


Porażający deficyt kadry w niemieckiej policji – donosi portal Onet.pl. Powodem tak szeroko zakrojonej rekrutacji jest "jakość kandydatów" – mówi rektor wyższej szkoły policyjnej w branderburskim Oranienburgu. Swoją ofertę kieruje do bardzo konkretnej grupy absolwentów w Polsce. Docelowym obszarem późniejszej służby polskich funkcjonariuszy miałoby być polsko-niemieckie pogranicze. (…). W tym celu nawiązał kontakty ze szkołami w rejonie przygranicznym, gdzie uczniowie uczą się niemieckiego i zaprasza młodzież do Oranienburga. Z sukcesem. Pierwsza grupa potencjalnych adeptów odwiedzi niemiecką uczelnię na początku marca.
[83]


W 2013 roku do służby w Bundeswehrze przyjęto prawie 20 tys. ochotników, ale już po pierwszych sześciu miesiącach prawie 25 proc. zrezygnowało z wojska.
[84] Z badań przeprowadzonych wśród zwolnionych w owym czasie wynika, że blisko 60 proc. młodych znalazło lepsze zajęcie, albo nie widzą dla siebie przyszłości

w wojsku.


Człowiek  jako główny instrument bezpieczeństwa państwa


Póki nie będzie rzeczywistej dostępności dla ochotnika do przeszkolenia  wojskowego, tak długo będzie dyskusja o przywróceniu zasadniczej służby wojskowej. Rząd zajmując się priorytetowo modernizacją wojska oraz  trwająca  wiecznie reformą struktur wojska, zapomina o najważniejszym – ludziach (w mundurach, co służą i tych, co próbują go założyć), bez których nie sposób się obyć. Każdy obywatel, który ochotniczo chcąc odbyć przeszkolenie wojskowe powinien mieć to zagwarantowane przez Państwo. System jest, tylko wypaczony, bo podobno tylko na potrzeby NSR,  wystarczający aby przez 4 miesiące rekrut poznał podstawy i ocenił swoje predyspozycje oraz zrewidował swoją ocenę dalszej służby w wojsku. Trzeba zastosować naturalny przesiew, a nie sztuczny. W tej chwili wygląda to tak, jak z ochotnika zrobić niewolnika, czyli jak kandydata po służbie przygotowawczej związać z NSR. Efektem takiej polityki jest niemiłosierna rotacja kandydatów na przydziałach kryzysowych. Nie tędy droga.


Wyobraźmy sobie jak to funkcjonuje: wojsko postawiło dwie bramy z uchylonymi furtkami a pośrodku przystanek – NSR, pierwsza furtka do służby przygotowawczej, czyli dla osób bez przeszkolenia wojskowego,  druga furtka do służby zawodowej dla tych, co odbyli przeszkolenie. W ten sposób  stworzono wąskie gardło, przez które przeciskają się nieliczni. Na etapie przeszkolenia nie powinno się robić ograniczeń i głosić hasło: wybieramy najlepszych. Taka forma szkolenia zawsze służyła odtwarzaniu rezerw osobowych. Dopiero z takich przeszkolonych zasobów można czerpać tych najlepszych do zawodowej służby wojskowej, więc aby wybrać, trzeba mieć z czego.


Dlatego wojska specjalne, powietrznodesantowe oraz Batalion Reprezentacyjny WP mają taki problem ze znalezieniem odpowiedniego rekruta, bo już na etapie wstępnym jest blokada – limit, a tych co przeszli przez służbę przygotowawczą jest za mało i z reguły musi się zaraz po przeszkoleniu związać z NSR. Ponadto kandydat sam ocenia swoje predyspozycje i wybiera jednostkę wojskową,  a ta ma swoją specyfikę, duże wymagania fizyczne oraz swoiste kryteria doboru. Nawet jak znajdzie się kandydat,  to w dalszej kolejności może nie przejść procedury badań psychologicznych i zdrowotnych na wojskowej komisji lekarskiej. W ten sposób sito i selekcja robi swoje, po przesiewie z małej garstki chętnych może nic nie zostać.


Niezrozumiała polityka w dobie kryzysu i chwilowej miłości do wojska młodych ludzi poszukujących pracy nie przekłada się na możliwość jak największego przeszkolenia ochotników i tym samym zasilenia rezerw osobowych na czas wojny. Wojsko nie nabiera wiatru w żagle, a zapasy przeszkolone i gotowe pod broń ciągle topnieją.


Niebawem ostatni żołnierz po zasadniczej służbie wojskowej osiągnie 30 lat, a wojsko przewiduje, że w 2017 roku na obowiązkowe przeszkolenie wezwie 27 tys.
[85] rezerwistów. W takim tempie, odtwarzania rezerw osobowych, może się okazać, że za 10 lat będziemy zmuszeni ściągać rezerwistów z Ukrainy, tak jak lekarzy w Ghazni. Tak naprawdę jeszcze większość myśli, że wiecznie wojsko będzie oblegane przez ochotników. Kryzys się w końcu skończy i jak będzie praca, młodzi się odwrócą od służb mundurowych i nie lada wysiłku będzie trzeba, aby ich z powrotem przyciągnąć. W przyszłości będziemy zmuszeni do zmierzenia się z nowymi problemami. Jedynie administracja wojskowa w terenie, czy w obiekcie WKU prowadzi swoją lokalną promocję i w bezpośrednim  kontakcie rekrutuje do wojska. Na pewno w przyszłości  takimi narzędziami jakie obecnie posiada: namiot „Wojsko Polskie” i wiecznie brakujące materiały promocyjne, nie podoła nowym wyzwaniom promocyjno-rekrutacyjnym. Jedna z głównych przeszkód  to brak mobilności, wyposażenie administracji wojskowej w samochód do promocji, w terenie częściowo to by rozwiązało problem.


Deficytowe zawody i kwalifikacje, które obecnie są poszukiwane na cywilnym rynku pracy z podwójną siłą w przyszłości uderzą w szeregi wojska.  Jak oceniają specjaliści za sześć lat koniec z bezrobociem.[86]


MON rozpoczął priorytetowe zadania Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP, przewidując wydać na ten cel w latach 2014-2022  ponad 90 miliardów złotych.[87] W tak długim okresie można się spodziewać wielu korekt i zbaczania z obranego kursu. Z ludźmi bywa różnie, to nie maszyny. Oby nie tak jak w przypadku Ukrainy, że nikt tego nie przewidział. Gdy scenariusz ten się sprawdzi, pierwszym ratowaniem tonącego statku będzie  wzrost  uposażeń.

 

Artur Kolski

 



[1]PAP, Szefowa MFW: było 7 chudych lat, czeka nas 7 lat tłustych?, http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,15283367,Szefowa_MFW__bylo_7_chudych_lat__czeka_nas_7_lat_tlustych_.html, 16.01.2014.

[2]Polskę czeka siedem tłustych lat http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1095972.html, 22.03.2014.

[3]"The Economist" wylicza słabości polskiej gospodarki. I wskazuje na potrzebę reformhttp://tvn24bis.pl/informacje,187/the-economist-wylicza-slabosci-polskiej-gospodarki-i-wskazuje-na-potrzebe-reform,407687.html, 14.03.2014.

[4] Dane uzyskane z Wydziału Kwalifikacji Wojskowej i Administrowania Zasobami Osobowymi Sztabu Generalnego WP Zarządu Organizacji i Uzupełnień P-1.

[5]Krzysztof Rybiński, Rybiński: List z poligonu, http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/788427,rybinski-list-z-poligonu.html, 03.04.2014.

[6]Janusz K. Kowalski, Emigracyjne tsunami 2013: W ciągu ostatniego roku z kraju wyjechało nawet pół miliona osób, http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/776911,w-2013-roku-z-kraju-wyjechalo-nawet-pol-miliona-osob.html, 11.02.2014.

[7]W "Newsweeku": Polacy na walizkach. Emigracyjny efekt domina,http://polska.newsweek.pl/emigracja-z-polski-gdzie-wyjezdzaja-polacy-newsweek-pl,artykuly,282624,1.html, 23.03.2014.

[8]Janusz K. Kowalski, Klara Klinger, Pediatra po sześćdziesiątce. Czy w Polsce wkrótce zabraknie lekarzy?http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/778217,pediatra-po-szescdziesiatce-czy-w-polsce-wkrotce-zabraknie-lekarzy.html, 17.02.2014.

[9] Tamże

[10]Dominika Sikora, Beata Lisowska, PO zatrzymuje lekarzy. Chcą emigrować, zapłacą za rezydenturę,

http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/732216,po-lekarze-praca-emigracja-emerytura.html, 16.09.2013.

[11]Ci lekarze codziennie diagnozują raka. W Polsce jest ich tylko 400, http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/ci-lekarze-codziennie-diagnozuja-raka-w-polsce-jest-ich-tylko-400,414549.html, 03.04.2014.

[12]Elżbieta Cichocka, Znikające pielęgniarki, http://wyborcza.pl/1,75478,14218205,Znikajace_pielegniarki.html,04.07.2013.

[13]Pielęgniarki szykują się do wyjazdów, http://prawo.rp.pl/artykul/1092965.html, 10.03.2014.

[14]Mariusz Kamieniecki, Brakuje pielęgniarek, http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/48910,brakuje-pielegniarek.html?d=1, 23.07.2013.

[15]Iwona Schymalla, Za 7 lat zabraknie pielęgniarek. Dlaczego?, http://www.medexpress.pl/pielegniarka-2/29311/29311/, 18.12.2013.

[16]Tomasz Żółciak, Prawo jazdy? Nie, dziękuję. Wolę jeździć autobusem, http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/781223,prawo-jazdy-nie-dziekuje-w-szkolach-jazdy-nie-ma-klientow.html, 03.03.2014.

[17]Grażyna Błaszczak, Mówią o nich pokolenie instant, http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/1031472.html, 19.07.2013.

[18]Dominika Wantuch, Robimy z dzieci grubasy, http://wyborcza.pl/1,76842,11706772,Robimy_z_dzieci_grubasy.html, 12.05.2012.

[19]Sylwia Czubkowska, Magister umarł. Czas na zawodówki, http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/729008,szkola-zawodowa-czy-liceum-co-wybrac.html, 02.09.2013.

[21] PAP, Zwijanie się Polski? Samorządy do końca roku chcą zlikwidować aż 167 szkół, http://wpolityce.pl/polityka/187723-zwijanie-sie-polski-samorzady-do-konca-roku-chca-zlikwidowac-az-167-szkol, 12.03.2014.

[22] PAP, Raport IBE: w latach 2007-2012 zamknięto prawie 1000 szkół podstawowych, http://wyborcza.pl/1,91446,15641992,Raport_IBE__w_latach_2007_2012_zamknieto_prawie_1000.html, 18.03.2014.

[23]Janusz K. Kowalski, Co dziewiąty bezrobotny w Polsce ma wyższe wykształcenie, http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/589274,co_dziewiaty_bezrobotny_w_polsce_ma_wyzsze_wyksztalcenie.html, 31.01.2012.

[24]Studia: ucieczka przed bezrobociem. Na pięć lat…, http://praca.wp.pl/title,Studia-ucieczka-przed-bezrobociem-Na-piec-lat,wid,14474127,wiadomosc.html, 10.05.2012.

[25]Urszula Mirowska-Łoskot, Klara Klinger, Polskie uczelnie w fatalnym stanie. Wielu grozi likwidacja, http://m.dziennik.pl/wiecej/edukacja/aktualnosci-edukacja/polskie-uczelnie-w-fatalnym-stanie-wielu-grozi-likwidacja, 26.09.2013.

[27]Artur Radwan, Wojskowe klasy w szkołach średnich produkują bezrobotnych, zamiast żołnierzy,http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/737822,wojskowe-klasy-w-szkolach-srednich-produkuja-bezrobotnych-zamiast-zolnierzy.html, 09.10.2013.

[28] PAP, Szef MON: Klasy mundurowe to przyszłość, http://www.rp.pl/artykul/720550.html?print=tak&p=0, 21.09.2011.

[29] Ryszard Choroszy, Sprawni jak policjanci, http://promilitaria21.org/fresh/showpage.php?pageID=252&idgtxe10=11966, 11.10.2013.

[30] Zasady rekrutacji do Ogólnokształcącego Liceum Lotniczego obowiązujące w  roku szkolnym 2014/2015, http://www.lotnik.wp.mil.pl/plik/file/zasady.pdf, 28.04.2014.

[31] Wystąpienie Dyrektora Departamentu Kadr gen. dyw. rez. Andrzeja Wasilewskiego, po wystąpieniu Dowódcy Generalnego RSZ gen. broni pil. Lecha Majewskiego w ramach cyklu Wszechnicy Obronności AON, http://www.aon.edu.pl/2014/02/18/rewolucja-jakosciowa-w-dowodzeniu/, 11.02.2014.

[32]Bożena Wiktorowska, Wojsko zlikwiduje pobór i zatrudni 40 tys. żołnierzy, http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/25198,wojsko_zlikwiduje_pobor_i_zatrudni_40_tys_zolnierzy.html, 08.07.2008.

[33] Jacek Dobroczyński, Niektóre skutki społeczne reform w wojsku w latach 1989-1991, http://biurose.sejm.gov.pl/teksty_pdf_92/i-18.pdf, 10.04.2014.

[34]Pierwsze szkolenia w ramach służby przygotowawczej, http://promilitaria21.org/fresh/showpage.php?pageID=57&idgtxe9=5401, 05.10.2010.

[38] tamże

[40]AMW w Gdyni. Ministerstwo Obrony Narodowej szykuje reformę szkolnictwa wojskowego, http://gdynia.naszemiasto.pl/artykul/amw-w-gdyni-ministerstwo-obrony-narodowej-szykuje-reforme,2219662,t,id.html, 01.04.2014.

[41]Decyzja Nr 514/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 20 listopada 2008 r. w sprawie naboru kandydatów do uczelni wojskowych w 2009 r. 

[42] Decyzja Nr 61/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 23 lutego 2010 r. zmieniająca decyzję  w sprawie naboru kandydatów do uczelni wojskowych w 2010 r. 

[43] Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 7 lutego 2014 r. w sprawie limitów miejsc na kierunki studiów dla kandydatów na żołnierzy zawodowych  w poszczególnych uczelniach wojskowych; Decyzja Nr 263/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 19 września 2013 r. w sprawie naboru na szkolenie wojskowe kandydatów na oficerów w 2014 r.

[44]Ogólny limit wynosi 160, ale tylko 38 przeznaczono dla absolwentów uczelni cywilnych – Decyzja Nr 263/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 19 września 2013 r. w sprawie naboru na szkolenie wojskowe kandydatów na oficerów w 2014 r.

[45] Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia 7 lutego 2014 r. w sprawie limitów miejsc na kierunki studiów dla kandydatów na żołnierzy zawodowych  w poszczególnych uczelniach wojskowych.

[46]Obliczenia własne na podstawie wydanych Decyzji Ministra Obrony Narodowej: w 2009 oraz 2010 roku 3 miesięczne studium oficerskie, od 2011 roku 6 miesięczne studium oficerskie dla podoficerów zawodowych.

[47]Ogólny limit wynosi 160, z tego122 przeznaczono dla podoficerów zawodowych – Decyzja Nr 263/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 19 września 2013 r. w sprawie naboru na szkolenie wojskowe kandydatów na oficerów w 2014 r.

[48] Jacek Janik, Lekarz wojskowy pilnie poszukiwany, http://www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Lekarz-wojskowy-pilnie-poszukiwany,12716,9.html, 11.11.2009.

[49] Katarzyna Jaworska, W wojsku brakuje lekarzy, http://www.tvp.info/4235281/informacje/polska/w-wojsku-brakuje-lekarzy/, 31.03.2011.

[53]Katarzyna Jaworska, W wojsku brakuje lekarzy, http://www.tvp.info/4235281/informacje/polska/w-wojsku-brakuje-lekarzy/, 31.03.2011.

[54]Adam Czerwiński, W armii brakuje lekarzy. Wykształci ich łódzki UM, http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,7529579,W_armii_brakuje_lekarzy__Wyksztalci_ich_lodzki_UM.html, 04.02.2010.

[56]Zostań lekarzem w mundurze – czasu jest coraz mniej, http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/4399?t=Zostan-lekarzem-w-mundurze-czasu-jest-coraz-mniej, 26.04.2012.

[57] Decyzja Nr 263/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 19 września 2013 r. w sprawie naboru na szkolenie wojskowe kandydatów na oficerów w 2014 r.

[58]Informacja o wynikach kontroli funkcjonowania szkół podoficerskich resortu obrony narodowej w latach 2005 – 2008 (I półrocze), http://www.nik.gov.pl/plik/id,92,vp,92.pdf, 10.04.2014.

[59] Decyzja Nr 117/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 7 kwietnia 2014 r. w sprawie naboru w 2014 r. kandydatów do Szkoły Podoficerskiej Wojsk Lądowych w Poznaniu w grupie osobowej orkiestr i zespołów estradowych ( Dz. Urz. 2014 r. poz. 114).

[60]Rozporządzeniem Ministra Obrony Narodowej z dnia 6 września 2010 roku w sprawie kwalifikacji przydatnych w wojsku (Dz. U. 2010 r. nr 171,  poz. 1155)

[61] PAP, 7000 rezerwistów do przeszkolenia, http://prawo.rp.pl/artykul/1095616.html, 20.03.2014.

[62]Piotr Jendroszczyk, Szwajcarzy: chętnie pójdziemy do woja, http://www.rp.pl/artykul/1051218-Szwajcarzy--chetnie-pojdziemy-do-woja.html, 24.09.2013.

[63]Powrót powszechnego poboru w związku z sytuacją na Ukrainie? Premier zabrał głos, http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/powrot-powszechnego-poboru-w-zwiazku-z-sytuacja-na-ukrainie-premier-zabral-glos,405469.html, 07.03.2014.

[64]Minister Tomasz Siemoniak: Polska jest bezpieczna i powrotu do poboru nie będzie, http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/1084572,Minister-Tomasz-Siemoniak-Polska-jest-bezpieczna-i-powrotu-do-poboru-nie-bedzie, 26.03.2014.

[65] Cezary Łazarewicz, W kamasze, http://www.wprost.pl/ar/441984/W-kamasze/, 30.03.2014.

[67]Informacja o wynikach kontroli STAN PROFESJONALIZACJI SIŁ ZBROJNYCH RP NA PRZYKŁADZIE WYBRANYCH JEDNOSTEK WOJSKOWYCH, http://www.nik.gov.pl/plik/id,3650,vp,4648.pdf, 31.01.2014.

[68]Bożena Wiktorowska, "Armia będzie więcej płacić zawodowym żołnierzom"http://praca.gazetaprawna.pl/wywiady/26254,armia_bedzie_wiecej_placic_zawodowym_zolnierzom.html, 15.07.2008.

[69]Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 6 listopada 2007 r. w sprawie określenia liczby poborowych oraz żołnierzy rezerwy, którzy w 2008 r. mogą być powołani do czynnej służby wojskowej, służby w Obronie cywilnej oraz służby w formacjach uzbrojonych niewchodzących w skład Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. 2007 r. nr 212 poz. 1553).

[70]Grzegorz Łyś, Wojny wygrywają rezerwiści, http://prawo.rp.pl/artykul/1099779-Wojny-wygrywaja-rezerwisci.html, 06.04.2014.

[71] Ryszard Choroszy, Wojsko za mało szkoli ochotników, http://promilitaria21.org/fresh/showpage.php?pageID=252&idgtxe10=12383, 20.12.2013.

[72]Ustawa z dnia 21.11.1967r o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej, art. 98a (Dz. U.

2013 r. poz. 1355)

[73]szkolenia podstawowe – trzymiesięczne(po czterech tygodniach przysięga wojskowa), tzw. unitarkę przechodzą m.in. kadeci, podchorążowie szkół wojskowych, ochotnicy w służbie przygotowawczej. Podstawowe zajęcia teoretyczne i praktyczne min. nauka stopni wojskowych, musztry, strzeleckiego, powszechnej obrony przeciwlotniczej, wychowania fizycznego, szkolenie medyczne itp.

[75]Ustawa z dnia 21.11.1967r o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej, art. 99 (Dz. U.

2013 r. poz. 1355)

[76]Narodowe Siły Rezerwowe -  przepustka do zawodowej służby wojskowej, Poradnik dla kandydatów do NSR wydany przez Departament Wychowania i Promocji Obronności MON, Warszawa, kwiecień 2011 r.

[77]Artur Radwan, Czas na Gwardię Narodową po polsku. Żołnierze zyskają pierwszeństwo zatrudnienia w samorządach, http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/740777,czas-na-gwardie-narodowa-po-polsku-zolnierze-zyskaja-pierwszenstwo-zatrudnienia-w-samorzadach.html, 22.10.2013.

[78]Rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z dnia z dnia 4 marca 2010 r. w sprawie wojewódzkich sztabów wojskowych i wojskowych komend uzupełnień (Dz.U. 2010 r. nr 41 poz. 242)

[79]Tomasz Siemoniak, Lepiej wykorzystamy energię i zapał ochotników, https://www.premier.gov.pl/blog/tomasz-siemoniak/lepiej-wykorzystamy-energie-i-zapal-ochotnikow.html, 04.10.2014.

[80] Ryszard Choroszy, Sejm uatrakcyjnił służbę w NSR, http://promilitaria21.org/fresh/showpage.php?pageID=252&idgtxe10=13180, 15.03.2014.

[81]Tomasz Krzyżak, Patriotyzm nie jest w cenie, http://www.rp.pl/artykul/1085889.html, 11.02.2014.

[82] Ryszard Choroszy, Zdolny czy niezdolny do służby wojskowej, czyli paradoksy prawne, http://promilitaria21.org/fresh/showpage.php?pageID=252&idgtxe10=13422, 31.03.2014.

[83]Agnieszka Rycicka, Niemcy werbują młodych Polaków do służby w policji, http://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-werbuja-mlodych-polakow-do-sluzby-w-policji/z48vd, 01.02.2014.

[84]Młodzi Niemcy uciekają z wojska. Nie ma jak u mamy?,http://www.sfora.pl/swiat/Mlodzi-Niemcy-uciekaja-z-wojska-Nie-ma-jak-u-mamy-a56738/2, 15.06.2013.

[85]MON wraca do szkolenia rezerwistów – „Doktryna Komorowskiego” w praktyce?, http://www.defence24.pl/news_mon-wraca-do-szkolenia-rezerwistow-doktryna-komorowskiego-w-praktyce, 09.04.2014.

[86]Janusz K. Kowalski, Jakub Kapiszewski, Za sześć lat koniec z bezrobociem, http://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/791138,za-szesc-lat-koniec-z-bezrobociem.html,16.04.2014.

[87]Tomasz Sąsiada, Koniec skansenu NATO. Zobacz, co dostanie polska armia, http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/koniec;skansenu;nato;zobacz;co;dostanie;polska;armia,91,0,1541211.html, 22.05.2014.

 

 

Czytany 1492 razy Ostatnio zmieniany sobota, 03 październik 2015 09:31

Overall Rating (0)

0 out of 5 stars
Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy